Cień Jądrowości

Ścianka dostępna także w dokumencie Google.

Soundtrack do tekstu.

Cień Jądrowości

Jak zostaliśmy znienawidzeni przez bombę i zaczęliśmy się bać.

Adnogarscy górnicy i metalurdzy jeszcze w starej erze zdali sobie sprawę z długofalowej szkodliwości rudy, którą nazwali egrorytem. Z rozwojem materiałoznawstwa wyekstrahowano z minerału metal w stanie wolnym, czyli egror. Niedługo później okazało się, że ten sam ciężki, twardy metal znajdowano nieraz w pazurach i pociskach demonów po ich napaściach. Wszystko, co z nim związane, uznano za przeklęte.

Musiało minąć kilka wieków, nim poprawnie opisano naturę zagrożenia: promieniotwórczość. Egror jako pierwiastek definiowany jest przez 92 protony w jądrze. Co dawniej było znane jako piekielne skażenie, zaczęto nazywać chorobą popromienną. W roku 672 (52 lata temu – przyp.red.) fizycy w darvańskim laboratorium przeprowadzili pierwsze sztuczne rozszczepienie atomu i wykazali potencjał jądrowej reakcji łańcuchowej.

Badacze najpierw postanowili udawać, że w ogóle nie pomyśleli o opcji wykorzystania tej mocy jako broni. Później niektórzy wręcz manipulowali wynikami, by zataić szansę skrajnie gwałtownego przebiegu procesu i uwypuklać tylko potencjał dla energetyki. Nie byli jednak jednomyślni, a czasy stawały się coraz bardziej niespokojne, więc po zaledwie kilku miesiącach rozpoczął się w Fyntarii pierwszy projekt budowy bomby atomowej. Wkrótce inne kraje poszły tym samym tropem.

Jesienią 673 r. świat obiegły na płytach lakierowych kopie krótkiego nagrania z ceremonii równonocy na Amlidonie, opatrzone dokumentacją i zestawem fotografii. Ceremonia została zapamiętana jako wyjątkowa z powodu objawienia niebiańskiego. Anioł znany jako Św. Wlengorst przyjął postać cielesną, pobłogosławił zgromadzenie i dał czas na przygotowanie sprzętu mającego nadać i utrwalić jego znamienną wypowiedź.

“Przyjdzie dzień, kiedy ludzie przeciwko ludziom użyją broni czerpiącej z sił wiążących jądro atomu. Lecz tylko jeden taki dzień przyjdzie, by nigdy więcej się nie powtórzyć.”

(Przyp.red.: określenie “ludzie” opisuje przedstawicieli wszystkich ras, nie tylko rasy człowieczej.)

Anioły tak naprawdę nie mają wglądu w przyszłość. Po prostu dysponują na tyle rozległą wiedzą i przenikliwością, że potrafią, jeśli się porządnie postarają, z dużym powodzeniem prognozować i ostrzegać. Czasem zaś ich przepowiednie stają się bardziej obietnicami lub groźbami. Ich własne motywacje stanowią czynnik, którego nie wolno pominąć w rokowaniach.

Mieszkańcy regionu zdawali sobie sprawę z rosnących napięć politycznych i perspektywy nadchodzącego katastrofalnego konfliktu. Prace nad bronią jądrową też nie były już tajemnicą. Ostrzeżenie przyniesione przez Wlengorsta spotęgowało niepokój w społeczeństwie, ale nie wystarczyło, by zatrzymać militarne programy atomowe. Te nabrały wręcz większego uporu.

Fyntaria, ze wsparciem innych krajów Unii Brzasku, pierwsza znacząco zbliżyła się do sukcesu. Jednak na końcowym etapie budowy testowej bomby natknęła się na poważne problemy. Spełniły się bowiem obawy już wcześniej zgłaszane przez ekspertów taumaturgii: dysbalans alchemiczny w układzie dochodził do poziomu, gdzie wpadał w sprzężenie zwrotne i groził gwałtowną reakcją.

Choć najwięcej uwagi w analizie poświęcono esencji cienia naturalnie generowanej przez egror, to jednak inna, dużo pospolitsza, stała się kluczowym problemem. Witalna energia związana z żywiołem ognia lgnie bowiem do układów fizycznych o znacznym potencjale egzoenergetycznych reakcji i zarazem dąży do wywołania tychże. Nie zagłębiając się przesadnie w matematykę: urządzenie zdolne do detonacji z siłą kiloton trotylu w odpowiedzi na drobny, właściwie umieszczony sygnał elektryczny jest generatorem taumaturgicznych sił dążących do rychłej eksplozji. Fyntaria potrzebowała metody stabilizacji ładunków jądrowych na tyle, by czekały z wybuchem do momentu dostarczenia ich na tereny przeciwnika.

Odpowiednimi środkami spirytystycznymi dysponował Sojusz Ge’Punikh. Stanowiło to jedną z wielu przyczyn wybuchu Wojny Bezimiennej w roku 674. Skoordynowana inwazja na terytoria Twardoskórych rozpoczęła najkrwawszy konflikt w dziejach, szybko wciągając do walk właściwie wszystkie nacje regionu.

W 677 r. Św. Wlengorst objawił się ponownie, ale już nie wśród narodów Brzasku i już nie z enigmatycznymi ostrzeżeniami. Wręcz przeciwnie. Jego schemat runiczny wzbogacania egroru, powierzony Ge’Punijskim inżynierom, był bardzo przejrzysty i zachęcający.

Anioły wielokrotnie w historii obierały strony w wojnach i używały swoich mocy przeciw śmiertelnikom. Ale tak radykalne wystąpienie niebianina przeciw Unii Brzasku było precedensem. Nigdy więcej nie udało się nawiązać łączności z Wlengorstem. Debaty o jego udziale – od wskazywania go jako dowodu na niesprawiedliwość i okrucieństwo fyntaryjskiej inwazji po oskarżenia o bycie demonem podszywającym się pod anioła – niewątpliwie będą trwać jeszcze przez wiele lat. W każdym razie anioł przejął inicjatywę w kwestii wyznaczenia tego jednego jedynego dnia, kiedy ludzie mieli zabić ludzi bombami atomowymi.

Metoda magiczna Wlengorsta okazała się szalenie wydajna. Zamiast rozdzielać egror na frakcje, po prostu wymuszała małym kosztem reakcje jądrowe, wyrzucając z atomów nadmiarowe neutrony, produkując pożądany izotop bez większych niuansów.

Ge’Punikh wyprodukowało w krótkim czasie pięć bomb, każda o konstrukcji implozyjnej i mocy około 6 kiloton trotylu. Zabezpieczono je najsilniejszymi dostępnymi przeciwzaklęciami zapewniającymi penetrację magicznych osłon. W dniu równonocy wiosennej 679, pięć i pół roku po pierwszym objawieniu Wlengorsta, twardoskórzy zdecydowanym ruchem odwrócili bieg pięciu różnych kluczowych bitew. Po dwie bomby spadły na front fyntaryjski i unthalski, jedna na adnogaryjski. Trzy dostarczone bombowcami, jedna dalekosiężnym działem artyleryjskim, jedna taktyczną rakietą balistyczną. Unia Brzasku w ciągu kilku godzin straciła swoje największe kolumny pancerne, lotniska polowe i garnizony.

Nazajutrz twardoskórzy otrzymali propozycję zawieszenia broni, którą jednak odrzucili, gotowi wykorzystać luki wybite w pierścieniu oblężenia do zmasowanego kontrataku. Trzy dni później przyjęli całkowitą kapitulację sił Brzasku, dyktowaną przez zdruzgotane morale armii i zmierzające do zera poparcie społeczne dla wojny.

Dzień nuklearnej przemocy nastał i minął, a cywilizacje nadal jakoś się trzymały. Program atomowy Fyntarii nie zatrzymał się więc. Trzeba było zweryfikować słynną przepowiednię sprzed lat.

Sprawdziła się. Ludzie nie byli już w stanie złożyć bomby atomowej. Kiedy cała zbiorowa świadomość świata przekonała się w praktyce o ich zabójczym potencjale, parametry alchemiczne odpowiedziały spontaniczną, globalną zmianą. Dysbalans esencji pojawiający się podczas prób montażu został znacznie zwiększony przez udział mocy cienia. Egror sam w sobie nie był bardziej przeklęty niż dawniej. Ale już komponenty broni masowego rażenia tak. Ich dusze zaczęły wołać do siebie demoniczne siły.

Próbowano okiełznać procesy wszelkimi dostępnymi metodami, jakoś oszukać system. Tymczasem problemy narastały i wkrótce pojawiły się też wokół szczególnie zabójczych okazów broni chemicznej, biologicznej i konwencjonalnej. Sprzężenie zwrotne mocy ognia pozostało takim samym problemem, jak wcześniej, ale teraz drugie tyle dodała esencja cienia. Dysbalans alchemiczny tworzył w sferze dusz wyrwy pozwalające na ucieleśnianie się demonów. W ośrodkach zaczęły pojawiać się roje piekielnego robactwa, gąszcze macek i inne koszmary.

Biała magia szybko zawodziła. Świetlistą esencję owszem da się wykorzystywać w nikczemnych celach przez ogniskowanie jej tak, aby chroniła i wspierała bezdusznych zbrodniarzy czy krwiożercze kreatury, ale wszystko ma swoje granice. Egzorcyści nie byli w stanie zmusić białej vis do stabilizacji bomby, która sama chciała wybuchnąć, kiedy dusza wszechświata wyraźnie błagała, by tę przeklętą bombę rozmontować.

Goeci i inni spirytyści radzili sobie niewiele lepiej. Nie umieli przekonać ani zmusić bomb do niewybuchania. Żadne kije czy marchewki, jakie mieli w zanadrzu, nie były wystarczającą motywacją, by ich słuchać, kiedy alternatywa była tak szalenie atrakcyjna. Bomba chciała wyrwać się ludzkości spod kontroli za wszelką cenę.

Przez kolejne dwa lata w płaszczyźnie abstrakcji trwał wyścig zbrojeń między inżynierami a piekłem. Czy może nawet nie piekłem, a naturą? Nieuchronnym faktem, że bomby są po to, by wybuchać?

Wreszcie w Unthalu doszło do katastrofy: ludzie stracili kontrolę nad komponentami testowej bomby, która została w ciągu kilku minut zmontowana, uzbrojona i zdetonowana. Tysiące pracowników ośrodka musiały ponieść śmierć, nim ludzkość zorientowała się, że nie ma szans wygrać w tej grze. Cały świat pośpiesznie anulował swoje pozostałe wciąż programy atomowe. Elementy prototypów rozłożono na czynniki pierwsze, a egror zaczęto szybko zubażać do poziomu adekwatnego dla energetyki.

Po kilku latach wyszło na jaw, że Fyntaria już wcześniej, w ostatnich dniach Wojny Bezimiennej, utraciła jedną bombę w całości. Jej składniki dosłownie zapadły się pod ziemię, zawłaszczone przez demoniczne macki. Prawdopodobnie trafiły w posiadanie któregoś z arcydiabłów. Nie mamy pojęcia o jej późniejszych losach.

Tu znana historia broni jądrowej mogłaby się zakończyć, gdyby nie przełom z roku 715. Wówczas to zakon paladyński pod wezwaniem Św. Kasjany otrzymał od poselstwa archaniołów nowe zadanie, które przyjął pod przysięgą i zaczął realizować zgodnie z rozległymi, szczegółowymi wytycznymi. Na poświęconej ziemi skonstruować jedną jedyną głowicę termojądrową, oddaną w bezpośrednią pieczę niebiosom. Za wszelką cenę dopilnować, by nie skrzywdziła żywych istot, a jedynie siły mroku.

Dziś na dziedzińcu klasztoru można zobaczyć wystający z podziemnego silosu czubek unikatowej międzykontynentalnej rakiety płaskotorowej, w którym kryje się ładunek fuzyjny mocy 33 megaton. Pocisk ten nazwano Oszczepem Św. Keonala, a świat niecierpliwie wyczekuje jego użycia przeciw demonom. Tymczasem kompleks świątynno-militarny otwiera się sezonowo na pielgrzymki, by wyznawcy z całego świata mogli składać modły i dary aniołom stróżom bomby. A skonfliktowane nacje świata muszą niszczyć i zabijać się nawzajem mniejszymi eksplozjami.

1 polubienie

Podoba mi się ekstrapolacja motywu legendarnych, magicznych broni na nowoczesną technologię, głowica termojądrowa w roli ognistego miecza to coś, co działa na wyobraźnię.

Poza tym (wiem, że to ścianka arenowo-honorowa, ale jednak) motyw interakcji magii i technologii bardzo fajnie wykorzystany. Mam wrażenie, że magia, która ma własną wolę nie występuje bardzo często w bezpośrednim zestawieniu z nowoczesną bronią, a takie połączenie ma zdecydowanie potencjał.

1 polubienie

Dorzucam wersję komiksową ścianki

1 polubienie