Damian Kłaku Kołak - Inkaustus - Runda I

Wedle raportu granice Kniei Pekorji pozostawały nienaruszone i dopiero zwiad jednego z Agentów naprowadził oddział w miejsce infekcji. Znajdowało się ono w samym sercu puszczy, co natychmiastowo zwiastowało kłopoty, gdyż to tam Pasterze Lasu tworzą legowiska. Chociaż na swej drodze zakon nie napotkał przeszkód czy zagrożeń, w odesłanych przez Powiernika indeksach znaleziono oznaki ich wewnętrznego lęku.

Wpierw zauważono „szarą ziemię”, jedyny symptom, który łączył zaistniałe zjawisko z Symbolem Ostrza. Okoliczna gleba przybrała kolor zniszczonego ołowiu zdobionego rdzawymi kolcami, jak później ustalono, pozostałościami po okolicznej trawie. Chociaż podłoże w poprzednich częściach kniei było twarde i stabilne, tutaj niepokojąco poruszało się, a buty zakonników zapadały się w nim niczym w gęstym błocie. Szybko przystąpiono do zbadania przyczyny tego zjawiska — podniesiono duży fragment gruntu, ujawniając wijącą się pod nim mnogość stworzeń, jednakowych, o barwie granatu i ciemnej szarości, długich na około trzy centymetry, kształtem przypominających skrzyżowanie wija z drutem kolczastym. Podjęto próbę pobrania kilku osobników do dalszych badań, jednakże rozdzielenie ich od reszty roju wywoływało autodestrukcję; „insekty” w kilka sekund konsumowały same siebie. Głód to pierwsza myśl kojarząca się z tymi stworami. Ich drobne szczęki gryzły i połykały wszystko na swej drodze; korzenie, kamienie, owady — żywe czy martwe, nie miało to znaczenia. Agenci musieli je odganiać, aktywując granaty typu „Szklana Zamieć”, jak również z pomocą broni rozpylającej płomienie. Chociaż fizyczne ciała uległy rozpadowi pod wysoką temperaturą ognia oraz przez cięcia tysięcy wirujących szklanych odłamków, nie osiągnięto nic ponadto — magiczna natura zjawiska pozostała nieujarzmiona.
Kolejnym obserwacjom poddano drzewa, odmienione w kuriozalny sposób. Jednolite, wykrzywione jakby w bólu, pozbawione koloru, upstrzone zwiędłymi, bezbarwnymi liśćmi. Nietrudno było się domyślić, że podziemne wije na nich ucztowały, przekształcając w upiorne karykatury. Przypominały niedokończony szkic, koncept drzewa, pozbawiony wszystkich swoich właściwości. Nie dało się nawet ich dotknąć — ręce zakonników, jak i jakiekolwiek przyrządy badawcze, przenikały przez pnie, nie pozostawiając żadnych śladów. Mimo to świadkowie opisywali ich konsystencję jak coś zawieszonego pomiędzy popiołem, zgniłą cieczą i podmuchem gazu. Pastelowa mgła, zapewne dawniej stanowiąca piękną różnorodność ubarwienia tychże drzew, teraz rozlewała się po okolicy, niczym zawieszone w bezruchu toksyczne opary. Identycznie miały się głazy, rozrzucone skały czy inne drobniejsze kwiaty i krzewy. Siwe, wydrążone, pozbawione ciężaru i konsystencji; zapychające echo pięknego krajobrazu.

Nawet dźwięk i wiatr, wszechobecne skrzydła Symbolu Pióra, wydawały się dziurawe. Inkwizytorzy musieli do siebie krzyczeć, aby móc się porozumieć, jakby słowa ginęły w połowie drogi, a samo powietrze ciężko osadzało się w płucach, zasiewając ziarna duszącej paniki. Nie odnotowane śpiewu ptaków, nie zauważono żadnej zwierzyny; ślady życia w okolicy wydawały się co najwyżej znikome. Zanim zakon zdecydował się na odwrót, postanowiono jeszcze na wstępne oględziny złowiesczego zwiastuna całej tej tragedii. Czarny Polip, roślinopodobny byt, wysoki na około dziesięć metrów z rdzeniem grubym na metr. Ohydny, mackowaty szczyt bujał się hipnotyzująco, poruszając powolnie swymi ramionami. Z bliska zauważono, że wyrósł on na ciele Pasterza, zanurzając głęboko w zwłokach swe „korzenie”. Dwie przednie łapy Pasterza wystające nad ziemią zdawały się ulegać tej samej przemianie co okoliczne drzewa. Jeden z Agentów, uzdolniony Klucznik, wielokrotnie szukał jakiekolwiek klawji, dziury od klucza na przeklętej polanie, próbując dostać się do Umysłu tego miejsca, licząc na wgląd w machinację tej tragedii — odnalazł jedną i w przerażeniu oglądał, jak otwierają się przed nim puste strony, pozbawione zapisów myśli i praw natury, wyżarte przez Polip i jego miot.

Katastrofalne skutki całej operacji były nie do przewidzenia. Wysłany oddział składał się z Mistrza Zakonu i pięciu Agentów, wysoce wyszkolonych, świetnie wyposażonych. Jednakże nawet to nie uchroniło ich przed Splamieniem jakie emitowało to miejsce. W kilka godzin na ich ciałach zaczęły otwierać się wygłodniałe paszcze, zaćmiewające umysły, potęgujące prymitywne żądze. Tylko jeden z zakonników, działający teraz pod imieniem Powiernik, uchronił się przed przemianą.

Obezwładnił on swych towarzyszy i poświęcił ciała Polipowi w akcie desperacji, a plugastwo zdało się szyderczo docenić ten gest. Inkwizytor odnalazł w czaszce spoczywającego pod monstrum Pasterza Księgę - „Szara Plaga”. Dopiero powolne próby tłumaczenia jej treści pozwoliły nam na zrozumienie, co tak naprawdę wydarzyło się w Kniei, dziś znanej jako Wygłodzone Ziemie. Czarny Polip stanowił ponurą relikwię Czasów przed Rozdarciem, pamiątkę apokalipsy. Stanowił manifestację czwartego fragmentu bogini Starej Śmierci i uwolnił on Chaos Domeny Ostrza, część dyscypliny dotkniętej wpływem Dawnych bogów. Określony został mianem „Pożarcia”, głodu niezdolnego do zaspokojenia, śmierci, która nie zostawia miejsca dla nowo narodzonego życia. Powiernik do dziś trzyma pieczę nad Ziemiami, zarówno przez swoją odporność, jak i poczucie winy i obowiązku.

3 polubienia

V I B E

2 polubienia

uwu