Franek Repczyński – wt35 – Runda I

Pogranicze nie zostało nam podarowane. Pogranicza nie zdobyto w ramach jakiejś wojny, wymiany, czy paktu. Tu po prostu nikt nie chciał mieszkać. Bo i po co? Zadupie kosmosu pełną gębą. Mało jest planet w Galaktyce? Nie wliczając tych już zamieszkanych i tych niezdatnych dla formy węglowej, jest ich co najmniej 150. Doliczając do tego planety innych ras otwartych na emigrację ludzi, dochodzimy już do 200. I to są porządne planety, ujarzmione, grzeczne, przymilne.

A tu? Zbiorowisko małych, krnąbrnych i piekielnie złośliwych planet było siedliskiem piractwa, kurestwa i filozofii, których nikt nie chciał wziąć na poważnie. A potem przyszliśmy my. Sytuacja mocno się nie polepszyła. Jednak powstało kilka złomowisk i barów. Gdybyśmy nie przegrali wojny i nie stracili Ziemi, nawet byśmy na tę gromadę nie splunęli. A teraz popatrz na nas. Uczyniliśmy ten mały kawałek piekła naszym domem. No, przynajmniej ta głupsza część z nas, która nie potrafiła poradzić sobie w Imperium, nie zaraziła się Pluszem i nie uciekła w wir uczciwej pracy. Wymagało to trochę poświęceń i zaawansowanej inżynierii biologicznej, ale każdy dom trzeba sobie urządzić.

Więc kim są mieszkańcy tego bezbożnego odludzia?

Głównie są tu rolnicy, próbujący spłacić kosmiczne (bardzo duże) zadłużenia uprawiając plastyk, oraz złomiarze. Trochę weteranów, drobnych rzemieślników, kilka korporacji handlujących tajemnicami, oraz ja. Archeolog amator, czekający na odkrycie cudów tego miejsca. Czekający aktywnie, gdyż zakupiłem podręcznik archeologa. Wraz z wypożyczonym robotem kopiącym, wolną sobotą i dokładną mapą pobliskiej asteroidy zamierzam przebić osiągnięcie Schliemanna i odkopać RUCS Chongqing. Złoty Graal dla archeologów i przepustka do pieniędzy, sławy i większych pieniędzy.

RUCS Chongqing był awangardą ziemskiej technologii w 2047 roku. Rok później był już niesamowicie przestarzały z racji na dostęp do techniki międzyplanetarnego Imperium, które nas podbiło. Okrętowi brakowało nowoczesnych kriokomór, nie miał napędu świetlnego, małe przestrzenie były zagracone a systemy podatne na awarie. Mimo tych braków, okręt poleciał w nieznane, biorąc na swój pokład tych, którzy chcieli poznać kosmos. Trzy miliony ludzi napędzonych nadzieją, że gdzieś w kosmosie będzie lepiej, odleciało z Ziemi. Wiele lat później stali się ikoną niefortunnego wyczucia czasu. Lecz co ten artefakt lepszych czasów miałby robić na Pograniczu? Cóż, prędzej czy później, każdy złom ląduje na wysypisku, a te planetki są największym śmieciowiskiem po tej stronie Drogi Mlecznej. Nie dość, że każda z nich próbuje aktywnie zabić swoich mieszkańców, to pobliska Czarna Dziura nie działa i zamiast wciągać pobliski pył kosmiczny to wypluwa anomalie. I radiację. Dużo radiacji. W każdym razie wierzyłem, że Chongqing może być gdzieś tutaj. Ale zanim go znalazłem, jego mieszkańcy znaleźli mnie.

Planetka 7, Sektor 3, Okręg 12. Niezidentyfikowany obcy, nieuzbrojony, brak agresywnych ruchów. Wygląda niebezpiecznie. Centrala, czekam na decyzję.

Jakże archaicznie wyglądali ci protoludzie. Jak żywcem wzięci z książek o prehistorii. Ich małe, ruchliwe oczy ukryte za dziwną szybą wodziły tylko po mojej sylwetce. Byli dziwnie niscy i wątli, a ich skóra miała niezdrowy odcień. Poczekałem, aż AI przetłumaczy ich porykiwania i odpowiedziałem grzecznie we wspólnym. Nie zrozumieli.

Centrala, obiekt próbuje się z nami skontaktować. Humanoid wysoki na jakieś 220 centymetrów, ubrany w dziwny kostium z szarego materiału. Bez żadnego hełmu. Oczy ma głęboko osadzone i ogromne. Płaski nos, bardzo wąskie usta. Skóra szaro-czarna. Straszna szkarada, a napromieniowana tak, że licznik Geigera zaraz mi się przekręci.

Kiedy dwójka z nich wzięła się do mierzenia, próbkowania, pomiarów i metryczek, pozwoliłem im na to z radością. Wszak, my naukowcy, cenimy głód wiedzy. Jednak kiedy skończyli swoje testy, nie pozwolili mi rozpocząć swoich. Oburzająca postawa, którą skwitowałem odpowiednim komentarzem. Chujki.

Obiekt porozumiał się z nami w xiang. Podejrzenie doppelgängera, który załatwił naszych w zeszłym tygodniu. Centrala, czy mam pozwolenie na unieszkodliwienie obiektu?

Nie wiem, czy Centrala udzieliła mu tego pozwolenia czy działał impulsywnie, bo w chwili kiedy zaczęli do mnie strzelać, AI przeszła w tryb bojowy. Zanim zdążyłem edytować ustawienia, omyłkowo zmieniłem większość protoludzi w protomiazgę. Blamaż. Na szczęście jeden przeżył. Choć jego broń nie była w stanie przebić nanoskóry, wciąż próbował. Fascynujący przykład niezłomności ducha, dzięki któremu próbowaliśmy zawojować świat. I technologii, przez którą zawiedliśmy.

Centrala, mamy obiekt klasy 3. Przyślijcie wsparcie.

Nie wiem czy dobrej klasy naukowiec-archeolog dałby mu odejść. Ja jestem tylko amatorem. Porobiłem kilka zdjęć, chwyciłem jakąś kończynę na pamiątkę i uciekłem. Może lepiej byłoby wytłumaczyć całą tę awanturę, ale zanim moja AI by przetłumaczyła chiński, a ja bym jeszcze to wypowiedział, to mogłoby zginąć jeszcze więcej Ötzich. A przecież ludzie z XXI wieku to gatunek ściśle chroniony. W dodatku endemit!

Skopiowano z FB według dyspozycji autora.

1 polubienie