O żarodzierżcach
Mówi się, że krasnoludy nie korzystają z magii. Nie jest to oczywiście zupełna prawda. Właściwym podejściem w tej kwestii byłoby pytanie o jaką chodzi magię i być może również o które krasnoludy. Magia bowiem ma wiele rodzajów: martwa i żywa, stała i aktywowana, ktoś złośliwy mógłby również powiedzieć że istnieje także magia dozwolona i zakazana. Krasnoludy, co do zasady są biegłe w zaklinaniu, wykorzystującym magię stałą, natomiast nie korzystają z magii aktywowanej - tej samej, za pomocą której człowieczy i elfi czarodzieje rzucają zaklęcia. Jednak wobec każdej zasady są wyjątki, i można spotkać także niezwykle rzadkie przypadki krasnoludów, którym nie jest obca magia aktywowana. Zwą ich żarodzierżcami.
Żarodzierżcą jest się od urodzenia, i jak twierdzi generalny konsensus, nie jest lekko nim być.
Unikatowym talentem żarodzierżców jest koncentrowanie magicznej energii za pomocą dłoni i uwalnianie jej w postaci olbrzymiego gorąca – innymi słowy, potrafią podpalić otoczenie dotykiem. Żarodzierżcy są w stanie doprowadzać wodę do wrzenia włożywszy do niej dłoń i rozgrzewać metale do całego spektrum barw zaledwie trzymając je w ręce. Nie robią sobie przy tym krzywdy – ich ręce są nadnaturalnie odporne na wysokie temperatury, choć okrutną ironią losu, ta odporność nie rozciąga się na resztę ich ciała. Ich moc nie manifestuje się w żaden inny sposób – zawsze jest to ciepło i nigdy nie słyszano, by żarodzierżca był w stanie rzucać pełnoprawne zaklęcia.
Główny mankament ich talentu, to to, że wyjątkowo ciężko poddaje się on kontroli. Większość żarodzierżców potrafi przywołać moc bez najmniejszego problemu, natomiast mają trudność z jej nie przywoływaniem, i częstokroć rozżarzają swoje dłonie całkiem mimowolnie. Wykorzystaniu ich mocy nie towarzyszy także żaden efekt wizualny ani dźwiękowy, przez co przypadkowe użycie nieraz można rozpoznać dopiero po rozżarzonych śladach i unoszącym się dymie. Z tego powodu prawie wszyscy żarodzierżcy noszą pewną formę ochronnych rękawic, zwykłych lub zaklętych, aby chronić siebie i innych od nieszczęśliwych wypadków. Fizycznie żarodzierżcy nie odróżniają się zanadto od innych krasnoludów, poza specyficznymi odbarwieniami na dłoniach, przypominającymi ślady sadzy lub osmalenie. Wśród swoich pobratymców są oni często traktowani z niechęcią, pomimo że ogień i ciepło – a także samo istnienie żarodzierżców - dla wielu krasnoludów zahacza o sferę sakralną.
Według bowiem najpopularniejszej z krasnoludzkich religii, kathem, krasnoludy są dziełem bogini Vermeny, matki-ziemi. Podług ich opowieści, Pani Magmy wszystkim stworzeniom, które wyszły spod jej rąk dała cząstkę siebie – ciepło. Wobec tego to, co samo z siebie wytwarza ciepło, jest uznawane za żywe, ogień zaś jest boskim żywiołem - symbolem mocy, która może podtrzymać życie albo je pochłonąć. Dlaczego więc ci, którzy są niemal nieskończonym źródłem ognia i gorąca, mają tak niejednoznaczną pozycję w krasnoludzkim społeczeństwie?
Przyczyna leży głównie w skomplikowanym podejściu krasnoludów do magii. Zacznijmy od tego, że krasnoludy naturalnie wyczuwają energię magiczną. Wszyscy przedstawiciele ludów niskich mają ten zmysł, w odróżnieniu od ludów wysokich, pośród których posiadają go tylko nieliczni.
Krasnoludy odróżniają ternagh, energię wplecioną w kanwę świata, od anrám – odpowiednika naszej magii aktywowanej, używanej przez czarodziejów. Ternagh jest według nich naturalnym elementem świata – nie dziwniejszym niż prąd płynącej wody zasilający młyn. Zaklinanie, które zaprzęga tę energię do pracy, nie różni się dla nich znacząco od innych gałęzi rzemiosła. Inne ludy nie tylko wyróżniają zaklinanie jako niezwykły fach, w którego toku obcuje się z niewidzialną siłą, czasem także są wobec niego bardzo nieufne. Dobrym przykładem są tutaj elfy północne, których tradycja w ogóle zakazuje używania zaklętych przedmiotów, z bardzo nielicznymi wyjątkami. Gwanteranie, członkowie skrajnie ascetycznej człowieczej sekty z południowego Omteru również wyrzekają się zaklinania jako nienaturalnego wybryku, działającego wbrew porządkowi świata. Tymczasem dla krasnoludów zaklinanie jest na tyle integralną częścią technologii, że w obydwu językach krasnoludzkich nie ma w ogóle osobnych określeń na magię i rzeczy jej pozbawione.
Co jednak z anrám, czyli magią aktywowaną, stosowaną przez magów? Człowieczy i elfi czarodzieje, aby rzucić zaklęcie muszą wykorzystać cząstkę swojej własnej, żywej magii. Biorąc pod uwagę, że jest ona przez kathemitów utożsamiana z duszą, sposób interakcji z magią właściwy czarodziejom jest przez krasnoludów uznawany w najlepszym wypadku za wyjątkowo lekkomyślny i niebezpieczny, w najgorszym – za świętokradczy. Sama natura magii aktywowanej także budzi ich nieufność, jako że jest ona dużo bardziej żywiołowa i groźna niż magia stała, wykorzystywana do zaklinania. Żarodzierżcy co prawda nie wykorzystują własnej żywej magii do wywoływania swojej mocy, jednak wciąż stanowi ona ten sam rodzaj energii co zaklęcia czarodziejów – magię aktywowaną, czyli anrám, moc niestabilną i nieuporządkowaną. Nie możliwy do okiełznania strumień, czy powiew wiatru, a powódź i huragan.
Korzystanie z tego rodzaju magii przez krasnoluda (które samo w sobie jest anomalią) jest w związku z tym traktowane jak wrodzony defekt, tym bardziej, że nad mocą żarodzierżcy bardzo trudno jest skutecznie panować, więc zdarza się nieraz, że stanowi on zagrożenie dla otoczenia. Niezależnie od wyznania w którym przyjdzie na świat, pojawienie się żarodzierżcy to smutna wiadomość, a kathemici dodatkowo dopatrują się w takim wydarzeniu boskiej interwencji. O ile ogień to dla nich święty symbol i zarzewie cywilizacji, o tyle w tym kontekście jest interpretowany jako narzędzie boskiego upomnienia.
Los większości krasnoludów od urodzenia kontroluje ich Dom, swoista struktura rodowa która przez całe ich życie stanowi podstawę ich struktury społecznej. Z tego powodu narodziny żarodzierżcy są odczytywane jako omen, że działania rodu dotkniętego krasnoluda nie spodobały się bogom.
Do tej interpretacji przyczynia się także fakt, że próżno doszukiwać się w przypadkach żarodzierstwa dziedziczenia z ojca na syna. Patrząc z punktu widzenia badaczy magii, talent ten zdaje się pojawiać zupełnie losowo, nawet w rodzinach, w których jak tylko daleko sięga pamięć, nie było ani jednego żarodzierżcy.
Społeczna dezaprobata wobec Domu, w którym urodził się żarodzierżca jest na szczęście tymczasowa. Odium to można zdjąć przez specjalną ceremonię przywrócenia, podczas której Pani Domu składa za swój Dom wotum i ponownie brata go z bogami, odczyniając popełniony im afront. Dla samego dotkniętego talent pozostaje jednak brzemieniem, które będzie musiał dźwigać przez całe życie.
Większość żarodzierżców w rzeczy samej uznaje tą instancję boskiej interwencji za rodzaj nieodwracalnej klątwy. Wizja kary za grzechy matki, którą ponoszą jej synowie wpisuje się doskonale w schemat działania typowego krasnoludzkiego Domu, gdzie los i dobrobyt wszystkich jego członków zależy od trafności decyzji podjętych przez stojącą na jego czele Panią. Nie dla każdego jednak jest to cena możliwa do udźwignięcia. Niektórzy zrażeni tą niesprawiedliwością odwracają się od tradycji i opuszczają swoje domy. U innych idea bycia boskim posłańcem wywiera odwrotny efekt, powodując religijną zagorzałość graniczącą ze świętym szaleństwem. Chociaż istnieją przypadki żarodzierżców, którzy znaleźli praktyczne zastosowanie dla swych mocy, a nieliczni nawet zdołali je opanować, dla większości oznaczają one przede wszystkim ciężki żywot pełen wyrzeczeń i ograniczeń. W wielu krasnoludzkich społecznościach takie jednostki są skazane na wędrowne życie i stałe noszenie rękawic trzymających w ryzach ich wiecznie żarłoczną, nieprzewidywalną boską iskrę.
