Żyją w głębokich miastach, gdzie nie dociera światło dnia. W labiryncie jaskiń znajdź wyżłobione w ścianie znaki i kruszejące portale, które zaprowadzą cię do ich niezmienionych od wieków osiedli. Tam, zapomniani przez nas, na dnie świata, znaleźli coś co ich pokochało, chcąc w zamian jedynie wzajemności.
***
Kapłanka uważnie czytała przyniesioną przez jednego z wiernych książkę. Nie wiedziała, czy czyta wypociny kolejnego ekstrawaganckiego pisarza, który przedstawia swoje wymysły jako prawdę objawioną, czy prawdziwego szaleńca, który faktycznie zszedł do podziemia i opisał swoje doświadczenia. Prawda zapewne jak zwykle leżała gdzieś pośrodku. Zrezygnowana, zaczęła pisać list. Mogła uważać ich za bezbożnych fanatyków, ale jako jedyni mieli ludzi, środki i brak piątej klepki wystarczające na tego typu wyprawę.
***
Ghūl, czyli Zabierający, jak nazywają ich w Złotej Krainie. Nazwa ta wzięła się od zwyczaju wychodzenia na powierzchnię po zmroku. Podobnie jak znane nam określenie Trupojad, jest ono zupełnie fałszywe i krzywdzące. Podziemni ludzie mają w zwyczaju zostawiać dary jako zapłatę za zabraną żywność.
***
Rycerz podniósł wzrok znad lektury, rzucił jeszcze raz okiem na list i spojrzał w dal. Jego wzrok powędrował za okno i utkwił w powiewającym na wietrze smoczym proporcu. Wpatrzone w dal oczy już nie widziały symbolu jego przysięgi, ale odległe w czasie i przestrzeni ciała. Poszarpane i pogryzione, zmasakrowane. Całe we krwi. O dwa mniej niż brakujących osób. Tym razem nie skończyło się na rozkopanych grobach i zagubionym koszu ryb. Jeżeli tamte okropieństwa były na dodatek związane z nieznanym bóstwem… Wziął ze sobą książkę i udał się w kierunku komnaty Mistrza.
***
Kluczowe dla ich przetrwania jest wszelakie robactwo, które wypasają w rozległych kawernach dookoła miast i żywią przeróżnymi ochłapami. Niektóre rodzaje hodują dla ich jaj i mięsa, a reszta ma za zadanie znosić jedzenie i odpadki z powierzchni. Widziałem też, jak niektóre wysyłane są w głąb ziemi, zanosząc jedzenie medytującym tam mistykom, ale wracały równie obciążone co wyruszając.
***
– Nie możemy na podstawie… – mnich powściągnął język przed Mistrzem – źródła takiej jakości ryzykować życia zakonników. Rozumiem obawy panteonistów i brata Teilharda, ale ilość nieweryfikowalnych „faktów” a czasem nawet zwyczajnych kłamstw jest zbyt duża, żeby wierzyć w cokolwiek co jest tu napisane! Sugeruję pozbycie się tej książki. Na pewno znajdziemy kogoś, kto w zamian zaoferuje nam bardziej wartościowe pozycje biblioteczne.
***
Podziemni ludzie starali się je trzymać w sekrecie przede mną, ale udało mi się podejrzeć. Pradawne farmy, skąpane w niebieskawym, niemalże czarnym świetle. Cokolwiek na nich jest uprawiane, wyrasta w przedziwnych kształtach, właściwych raczej grzybom niż zbożu. Podejrzewam, że trzymano je w sekrecie dla mojego własnego bezpieczeństwa, bo od samego spoglądania na ich aurę rozbolały mnie oczy.
***
Zdobyta od zakonników lektura była fascynująca, a nowe teorie latały jak szalone po jego głowie. Oczy, jako zwierciadło duszy musiały być bardziej narażone na wpływ nieznanego bóstwa Ghūli, które z pewnością odpowiadało za ich starożytną technologię. Gdyby tylko móc doświadczyć tych cudów samemu. Tylko jak zobaczyć podziemne cuda bez światła? Jak porozumieć się z Ghūlami? Mężczyzna zrobił notatkę na marginesie, odłożył książkę na stoliczek, pocałował śpiące córkę i żonę i wgramolił się pod kołdrę.
***
Podczas swojego pobytu w podziemiach nie poznałem ichniego języka, nad czym głęboko ubolewam. Większość istotnych rzeczy udało mi się dowiedzieć przez pokazywanie i gestykulację. Nauczyłem się też jak zachowywać się w ich towarzystwie. Pozwolono mi nosić ze sobą latarenkę, która szybko stało się źródłem wpadek towarzyskich. Przyzwyczajeni do absolutnej ciemności podziemni ludzie szybko gniewali się, kiedy tylko światło padało na ich oczy. Z tego powodu skonstruowałem osłonę na moje knoty, żeby wszędzie poza jednym wybranym kierunkiem widoczny był jedynie niewielki blask. Moi opiekunowie byli bardzo zadowoleni z tego gestu i traktowali mnie potem dużo serdeczniej.
Drugą istotną nauką było witanie się. Tak jak wszyscy ludzie, podziemni pokazują sobie dłonie na znak pokoju. Przy bliższej znajomości, podobnie jak u wielu innych kultur kontakt może być większy lub mniejszy, natomiast pod żadnym pozorem nie należy używać siły. Z powodu wątłej budowy ciała, rozumiane jest to jako agresja, atak. Do dziś dziękuję w myślach moim gospodarzom za wyrozumiałość z jaką zostałem potraktowany, a dzięki której żyję po dziś dzień.
***
Katrin odłożyła książkę na bok. W tym rozdziale znajdowało się więcej podkreśleń niż w całym tekście. Ojciec zawsze mówił, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Mówił to samo o rodzinie, ale to było kłamstwo, w które sam pewnie wierzył. Ważniejsza była jego obsesja, przez którą prędzej czy później musiał zaginąć w jakiejś nikomu nieznanej jaskini. Po pięciu latach miała tylko nadzieję, że koniec był szybki. Myśl o umieraniu z pragnienia i zimna w zapomnianej przez Słońce jaskini była zbyt straszna.
***
Zostawiam te zapiski jako świadectwo swoich doświadczeń, żeby móc z czystym sumieniem porzucić powierzchnię i wrócić do ciszy i spokoju podziemia. Tam, głęboko w kamiennym łonie, niżej niż wszystkie miasta, na samym dnie świata jest nasza tajemna miłość, której siła nieprzerwanie ciągnie mnie ku ziemi.
źródło: File:Catacombs 01 concept art.jpg - Guild Wars 2 Wiki (GW2W)
