Świeć Gwiazdeczko, iskro ma
Czy Ci ktoś już Imię dał?
Świeć Gwiazdeczko, mała świeć
Skarby wielkie chciałbym mieć
Świeć Gwiazdeczko, usłysz mnie
Zawsze będę kochać Cię
Świeć Gwiazdeczko, moja z nieba
Przy mym boku Cię potrzeba
Bramy drewnianej warowni otworzyły się, wypuszczając dwie prowadzone przez żołnierzy jeźdźczynie. Trzymający lejce jednego z koni Jawor miał mieszane uczucia. Z jednej strony był szkolonym sierżantem, a nie bezużytecznym służącym dworskim. Z drugiej strony wiedział, że są tutaj z Krześkiem dla bezpieczeństwa i spokoju ducha Aelii, a nie było obecnie nic ważniejszego.
Był też bardzo ciekaw, jak potoczy się rozmowa między eskortowanymi kobietami. Ich milczenie było wymowne. Przepaść dzieląca ich światy na pewno nie ułatwiała budowy mostów.
Iskrę znał od dawna. Ambitna i lojalna, jako siostra Zakonu Smoka dowodziła jego jednostką. Spod jej czerwonych szat widać było kolczugę, a przy siodle wisiały tarcza i miecz. Dzień miał być spokojny, więc jej nieprzykryte hełmem krótkie rude włosy podskakiwały w rytm stępa.
Aelia, z kolei, była od kilku już dni obiektem plotek. Kulminowały one zeszłej nocy, kiedy to w końcu dotarła do fortu. Wierni mieli nadzieję, że uda się jej zatrzymać żołnierzy przy wierze, którą coraz częściej porzucali, ku aprobacie zakonnego dowództwa. Inni byli bardziej zainteresowani jej rzekomym talentem, zdolnością czucia tego co niewidziane. Mówili, że może nawet stać się cudotwórczynią, podobną do niegdysiejszych Świętych.
Otaczające ją ambicje jednak nie odbijały się na jej twarzy. Spokojna, może lekko frasobliwa, jak na kapłankę przystało, jechała w milczeniu, jej pochylona głowa skryta pod namiotem złotych włosów. Na jej szare szaty komuś udało się wcisnąć znoszony skórzany kaftan.
Próbując odwrócić uwagę od nieustępującego milczenia, Jawor zaczął się rozglądać dookoła traktu. Odrobina czujności więcej nigdy nie szkodziła, nawet w środku dnia i daleko od Srebrzyny. Udało mu się dostrzec zwierzęta. Sarny, wiewiórki i ptactwo, wszystkie trzymające dystans, wystraszone obecnością ludzi. Tak jak być powinno. Za niedługo las zacznie się rozrzedzać, a za wzgórzem będą już w zasięgu wzroku do ruin.
– A więc, Iskro – kontynuowała Aelia – mam nadzieję, że mamy dość czasu, żebym się mogła dowiedzieć, dokąd zostałam wysłana tak nagle po przyjeździe?
Jawor zdał sobie sprawę, że zamyślony przegapił początek rozmowy.
– Jedziemy do obozu Leczących Ziemię. Przepraszam, że tak cię poganiamy, to… po części moja wina. – Zrobiła pauzę i odwróciła się w stronę towarzyszki. – Pozwól, że się wyjaśnię.
– Spokojnie, miałam dość czasu, żeby odpocząć. – odparła, lekko się uśmiechając w stronę Iskry – Po prostu miałam nadzieję spotkać się dzisiaj z wiernymi.
– Myślę, że wizyta w Srebrzynie pomoże Ci lepiej ich zrozumieć. Nie tracą wiary bez powodu. Ale, miałam wyjaśnić swoją rolę w zamieszaniu. Słyszałam o twoich talentach. Doktryna Zakonu… Nie jest szczególnie zachęcająca dla mistyków. Nieliczni, którzy odrzucają bogów i pracują z nami, rzadko kiedy wychodzą poza mury szkół i warowni. Jakikolwiek zakonny mistyk pojawi się tutaj dopiero jak będziemy podchodzić pod mury.
– Rozumiem. To bardzo pochlebne. – dodała kapłanka odwracając się – Faktycznie, nigdy nie słyszałam o zakonnych mistykach. Myślałam, że jesteśmy ledwo bardziej akceptowalni niż astromanci.
– Jest wiele szkół. Sporo z nich faktycznie tak uważa. Ale równie wiele podkreśla znaczenie czynów. W przeciwieństwie do astromancji i innych układów z bóstwami, kontakt z niewidzianym to tylko narzędzie. Bardzo użyteczne, biorąc pod uwagę, że to właśnie z niewidzianym walczymy. Moim i nie tylko zdaniem, w Zakonie jest miejsce dla mistyków, alchemików, czarowników i każdej innej osoby, tak długo jak ma w sobie wolę walki. I miłość do ludzkości.
Jawor maszerował milcząc. Darzył swoją przełożoną dużym respektem, ale zawsze drażnił go jej brak szacunku dla wiary i tradycji. Nawet jeśli służyło ludziom, sięganie przez niewiernych po boskie moce było zwykłym świętokradztwem. Niestety, powierzanie ochrony przed złem bezbożnikom z Zakonu było smutną koniecznością, z którą trzeba było się w tych czasach pogodzić. Wyglądało no to, że Aelia również z tym faktem była pogodzona, bo zamiast odpowiedzieć, wykłócać się, milczała w zadumie.
Las się przerzedził, a grupa dotarła na szczyt niewielkiego pagórka. Rozciągał się przed nimi widok na zwieńczone twierdzą skaliste wzgórze. U jego stóp leżały ruiny dawnej wioski Srebrzyna, sięgające od traktu aż po dawną kopalnię. Niedaleko od pagórka rozłożony był niewielki obóz, przez który grupa jedynie przejechała, pozdrawiając strażników.
– Jeszcze tu wrócimy, ale chciałam najpierw wjechać kawałek głębiej, nie na długo. – wyjaśniła Iskra.
Jawor spojrzał w górę, ponad zamek. Gwiazda już była widoczna.
– Pani, przepraszam, ale to może być dla Was nieprzyjemne. Pierwszy raz jest najgorszy. – ostrzegł kapłankę, samemu spinając się, jak przed zanurzeniem w lodowatej wodzie.
Z każdym krokiem niebo stawało się ciemniejsze. Słońce ustępowało zimnemu blaskowi, a powietrze zaczęło kłuć z każdym ruchem i drapać z każdym oddechem. Już niedługo oświetlony obcym światłem krajobraz dziwił niespodziewanymi barwami. Czarne ostrza traw mieniły się na czerwono, kiedy przebiegał po nich wiatr. Białe pnie rozgałęziały się i wiły w dół na kształt klatek, a spomiędzy ich krat świeciły konstelacje ślepiów.
W końcu Słońce kompletnie zgasło, a na niebie dominowała samotna, ciężka jak los Gwiazda.
– Jak tutaj… smutno. I samotnie. – zauważyła Aelia.
– Nie jesteś sama, jesteśmy tu razem. – zapewniła ją Iskra
– Wiem – westchnęła – po prostu… Nie sądziłam, że obecność Bogów może być jeszcze mniej odczuwalna. Rozumiem, co miałaś na myśli wcześniej. To miejsce jest trudną próbą wiary. Nie tylko w Bogów, ale w cały świat.
– Nie zabawimy długo. Poza tym, spójrz w stronę Srebrzyny. – Wskazała ręką w kierunku pokrytych fioletowym bluszczem bielonych ścian – Widzisz ten pas nierównej ziemi między nami a zamkiem? Wiek temu, zanim w środku oblężenia spadła gwiazda, były tam nasze umocnienia. Rok później były na początku naszej wycieczki. Za kilka lat będą tam, gdzie sto lat temu i zaczniemy oblężenie na nowo. A jeśli Astromanta, lub cokolwiek czym się stał, wciąż żyje, dopilnuję jego końca.
– I taki jest twój plan? Całe życie walczyć?
– Żyć i walczyć do samego końca. A jak starczy sił, to do kolejnego końca. Na tym polega życie, nie ważne czy w Zakonie czy w chłopskiej chacie. – odparła Iskra.
Po chwili ciszy Aelia zeskoczyła z konia szybciej, niż Jawor zdążył jej pomóc i podeszła w stronę pobliskiego głazu. Między warstwami brudnego kamienia błyszczało srebro, ale jego typowa szara biel mieniła się purpurą.
– Poniekąd dlatego tu jesteśmy. – zareagowała Iskra – Bądź proszę ostrożna, nie mamy pojęcia co to jest.
– Jest tu… Inaczej. Jakby żywo? – odparła Aelia. – Nie wiedziałam, że ziemia może tak tętnić mocą. Mogłabym tutaj spróbować czegoś się dowiedzieć. Jeśli kiedyś cały świat był taki… Bogowie, jak tęsknię.
– Czyli mówili o Tobie prawdę. – Iskra spojrzała serdecznie na Aelię – Naprawdę cieszę się, że tu jesteś. To znaczy, w forcie, częścią załogi.
W międzyczasie dłoń Aelii bezwiednie powędrowała na srebrną powierzchnię. Zanim ktokolwiek miał czas ją powstrzymać, sama oderwała ją jak poparzoną, patrząc na nią ze wstrętem.
– Chodźmy stąd. Wystarczy mi – rzuciła odwracając się.
– Pani, czy na pewno nic wam się nie stało? – spytał Jawor, pomagając jej wejść z powrotem na konia.
– Nie, nic mi nie jest. – odparła – Dziękuję.
W drodze powrotnej Iskra zaczęła wyjaśniać swój pomysł.
– Leczący nie są mistykami jak ty. Pracują czysto intuicyjnie. Wierzę, że jeślibyś spojrzała na to co robią, jesteś w stanie ich pokierować. Ich praca byłaby wydajniejsza. Jeśli czujesz się na siłach, oczywiście. Zawsze możemy wrócić jutro. Albo innego dnia.
– Nie martw się, możemy zacząć dzisiaj.
Gdy dotarli do obozu, zakonnicy zaczynali już pracę. Trójka siedziała w głębokim skupieniu, zaraz za granicą blasku Gwiazdy. Zostawiły konie strażnikom, a cała czwórka wróciła do Leczących. Aelia usiadła za nimi, naśladując ich pozę.
Po dłuższej chwili spokoju kapłanka nagle zerwała się na nogi i odskoczyła do tyłu.
– Coś jest nie tak. – rzuciła.
Iskra odruchowo sięgnęła po miecz, chwytając tylko powietrze. Jawor spojrzał na Krześka i obaj podeszli do przodu z wyciągniętą bronią.
– Jedno z nich – zaczęła tłumaczyć Aelia – jedno z nich zbiera moc z otoczenia, ale nic nie oddaje.
Jaworowi zakręciło się w głowie. Kątem oka zobaczył jak Krześko upada, zupełnie wiotki. Świat się przekręcił, a on, zamroczony, siedząc oparty o pień, widział jak jeden z Leczących wstaje i idzie w kierunku Iskry, która zasłoniła Aelię swoim ciałem. W międzyczasie udało jej się wysupłać długi sztylet, który teraz trzymała między sobą, a opętanym zakonnikiem.
– Czemu nie padasz na ziemię jak inni? – spytał wściekły napastnik – Zejdź mi z drogi! – rozkazał, szybko zbliżając się do Iskry.
– Nie każdy jest równie słaby jak ty. – wycedziła przez zęby.
Sztylet błysnął światłem Słońca, omijając wyciągnięte dłonie Leczącego, ale zamiast zatrzymać go, jedynie się ześlizgnął ze zgrzytem, wpychając Iskrę w chwyt przeciwnika. W oddali słychać było krzyki strażników z obozu, ale opętane ręce już trzymały ramiona wojowniczki, która powoli osuwała się na ziemię.
Nagle między nimi pojawiła się Aelia, a ciało Leczącego przebił srebrnofioletowy blask. Jawor zaczął powoli odzyskiwać jasność myśli.
– Co zrobiłaś. – Usłyszał słaby głos Iskry, która podniosła się na kolana. – Proszę Cię, powiedz mi, że majaczę.
Aelia klęknęła naprzeciwko Iskry.
– Uratowałam Cię. Było blisko, ale zatrzymałam go – odparła, wciąż dysząc.
– Lucia, proszę.
– Ja… Bogowie. Nie. Nie. Ja pieprzę. – Złapała twarz w dłonie. – To się nie dzieje. Ja… Nie chciałam. Przepraszam Was.
Wypuszczony przez Iskrę sztylet leżał teraz między nimi, a Jawor dalej próbował odzyskać władzę nad własnym ciałem. Krzyki już nie były aż tak oddalone, wyraźnie się zbliżały.
Wciąż klęcząc, Iskra pomogła drżącym dłoniom Aelii rozpiąć pasy trzymające kaftan kapłanki, odsłaniając jej tors. Spojrzały sobie w oczy. Choć odległy, blask Gwiazdy wydarł niebieskim źrenicom kapłanki większość ciepła i światła.
Wstępując do Zakonu Smoka ślubuje się wiele rzeczy:
Porzucić wszelkie roszczenia rodowe
Wyrzec się wiary we wszelakie bóstwa;
Być gotową do przelania krwi, własnej i cudzej;
Służyć ludzkości i światu;
Przebić jej serce, tak jak tego pragnie.
A potem dalej żyć?
Walczyć, mimo wszystko walczyć
Zawsze do końca