Nie są niczym dziwnym odwiedziny u swego sąsiada prawda? A jednak Edeńczycy unikają północnej półkuli i wyspy Awlarańskiej, podobnie jak nasi piękni bracia rzadko zapuszczają się do nas na południe.
Jest oczywiście coś co łatwo może zapędzić kogoś takiego jak ja w te okolice – obowiązki. Czy to przydział militarny, szkolenie, dowodzenie, czy placówka dyplomatyczna. Albo jak w tym wypadku – naukowa.
Moim awlarańskim odpowiednikiem i zarazem przewodniczką jest Avera. Nie wiem ile ma dokładnie lat, jest piękna w ten nieuchwytny sposób bezwiecznych.
Ale oczywiście nasze relacje muszą pozostać jak najbardziej profesjonalne. Nie umyka jednak mojej uwadze typ jej urody – włosy ciemniejsze niż u większości, wyraźniejsze brwi i kości policzkowe. Może nie w pokoleniu rodziców ale dziadków mogła mieć pochodzenia Edeńskiego. Tyle że w jej wypadku może być tu mowa o trzystu, może więcej latach wstecz. Nawet gdybyśmy mieli być krewnymi byłaby moją pra, pra, pra…
Ale nie zbaczajmy z tematu. W końcu nie codziennie zdarza się taka okazja, by ktoś z Edenu został zaproszony w takie głębiny archiwów jakie ja miałem okazję oglądać w ostatnim czasie.
Przez ostatnie parę dni towarzyszyła nam straż w postaci milczących Drugich Córek, dziś z jakiegoś powodu zostaliśmy puszczeni wolno. Może nasza uczciwość zostały potwierdzone, a może tam gdzie dziś idziemy dodatkowy nadzór nie jest potrzebny.
Co byłoby akurat dziwne, bo Avera zdaje się cieszyć perspektywą dzisiejszych badań.
Przez ostatnią godzinę szliśmy pod górę, wzwyż zboczy górujących nad miastem. Pod nami roztacza się widok na obce mi białe bryły. Oczywiście – to miasto powstało w czasach gdy Awlarańczycy nie mieli w kosmosie wrogów. Ciężko mi się rozluźnić widząc nad sobą tyle nieba, tylko wysiłek związany ze wspinaczką odwraca moją uwagę od jasnego horyzontu.
Czuje na sobie wzrok przewodniczki. Wspina się z łatwością, nie patrzy prawie pod nogi, w końcu wychowała się na tej górzystej wyspie.
Czeka na mnie nieopodal kolejnej białej budowli, niebędącej domem, bo te zostawiliśmy poniżej.
Portal jest niepozorny, jestem w stanie ocenić że powstał niedawno, jednak mierząc w skali Awlaranu, czyli było to pewnie kilka dekad temu.
Honor, szacunek, spokój – przewijają się wśród zasad i pouczeń wypisanych obok wejścia. Porzucam tekst, bo Avera wchodzi już w mrok budowli.
Podążam za nią.
Co znajdę tu tak cennego, że trzeba skryć to pod ziemią, a zarazem wartego tak niewiele że nie wymaga straży?
Wita nas przyjemny chłód, przewodniczka ogląda się na mnie, jej zachowanie zdecydowanie inne niż na zewnątrz. Zaczynamy schodzić i czuje że jej krok zwalnia – jest ostrożna, porusza się wolniej niż na zewnątrz. Ja za to chciałbym iść naprzód, odkryć to nietypowe Awlarańskie schronienie, tak podobne do mojego rodzinnego miasta. Ponad nami szeregi nieregularnych otworów wpuszczają światło, nigdzie nie sięga jednak posadzki, która z każdym krokiem się obniża. Odruchowo szukam znajomych lamp, jakie o każdej porze dnia i nocy rozświetlają podobne bunkry Edenu.
Nie znajduję źródeł światła, za to mój wzrok napotyka coś innego, co z kolei mnie przyprawia o dreszcz, a na Averę zdaje się wpływać odwrotnie: w prostokątnej wnęce w ścianie stoi czaszka. Obok kolejna, każda obmurowana we własnym otworze.
Patrzę na Averę i rozumiem jej podekscytowanie – jestem jednym z niewielu Edeńczyków którym pozwolili tu zejść, jednym z niewielu który domyśla się co to za miejsce.
Wodzi palcami wzdłuż wnęk, zawsze na tyle daleko, by nie dotknąć którejś z czaszek. Idzie dalej, powoli uwalnia z palców światło, bo otworów nad naszymi głowami jest coraz mniej. Wtedy zaczyna mówić:
„Wiesz jak powstało to miejsce? Nim jeszcze Eden zyskał swoje miano, wpierw jako armia a potem jako państwo, do walki z cieniami Stwórcy posłali nas. Ginęliśmy tysiącami w imię naszych bogów, nigdy nie szkoleni do boju. W tamtych dniach każdy kto poległ mógł zmienić się w cienia, wolimy o tym nie pamiętać ale wiele najstarszych cieni to właśnie nasi rodacy.
Znaleziono więc rozwiązanie. Najprostsze – obciąć głowę i uniemożliwić przemianę. Ale wojna trwała setki lat, tych głów zaczęło być miliony, co z nimi robić? Zaczęliśmy znosić je tu, i w inne podobne miejsca.
Ale głów przybywało, tunele rosły i wgryzały się w głąb wyspy. A nad nimi rosły miasta, powoli przez tysiąclecia nawarstwiały się i narastały. Więc budowaliśmy też w drugą stronę, dawne piętra stawały się piwnicami.
Zastanawiałeś się pewnie czemu pozwolono ci tu wejść? Ja też prowadzę badania, nie tyle archeologiczne co genealogiczne, choć dla nas to praktycznie to samo, przy odpowiednio długich pokoleniach ta różnica może się zatrzeć”.
Zbyt byłem wsłuchany w jej głos by zauważyć że tunel przestał opadać. Zatrzymała się przy kolejnej czaszce.
„Wiem że wy Edeńczycy nie przykładacie aż takiej wagi do swoich linii krwi. Każdy Edeńczyk może zostać bohaterem. My za to jesteśmy tylko sumą swoich przodków, o naszych czynach dziś decydują tysiąclecia przed nami.
Wedle moich badań tu spoczywa jedna z prawdziwych, biologicznych córek pierwszej z cesarzowych.
Udało mi się znaleźć dwoje jej żyjących potomków”.
Spojrzała na mnie, a jej oczy wydały mi się nagle dziwnie znajome.
„Oboje stoją teraz tutaj”.
źródło:
