Dziesiąte Strzaskanie wyniosło Bliźnięta – dwoje współwładców współdzielących tron Architekta. Ci jednak zamiast dominacji wybrali oddzielenie swojej domeny od mórz Erbu, pozostawiając je rajdom eldańskich renegatów. Zapewne nie było to po ich myśli, iż droga do Anhaldii została ponownie otwarta.
.
“Anhaldia – archipelag, do którego trafi tylko ten, kto wie gdzie płynie, albo jest tak pijany, że nie wie nic.” W przeciwieństwie od większości ancrijskich powiedzonek, to daje się nawet wyjaśnić. Kto raz trafił na jej brzegi, bez problemu zrobi to ponownie. Problemem jest pierwsza podróż. Podczas gdy celowe wyprawy wracały z niczym, zagubieni marynarze niekiedy odnajdywali Anhaldię jakoby przez czysty przypadek. Archipelag, który bywa.
.
Pozbawiony kapitału czy statusu, Diego Dracca otrzymał swą pozycję jedynie dzięki znajomości drogi do Anhaldii i twarzy rzekomo objawionej jednemu z członków zarządu w piance kawy. Dziś to on kieruje większością operacji w domenie Anahaldii – fundamentu, który niegdyś leżał u podstaw Hanzy.
.
Takowy stan rzeczy nie był długo tolerowany. Rajdy znikających na morzu anhaldzkich eorfów, monopole eldańskich kupców dostarczających z wysp czerwoną kawę –ancrijskie kompanie handlowe zaniosły te sprawy i wiele innych przed tron, z którego usłyszeli ”kurtuazyjne ubolewanie”. Błąd początkującego, gdyż teraz prywaciarze zmuszeni zostali radzić sobie sami. Tak powołano Ancrijską Hanzę – dziś największą dźwignię handlowa Erbu, zdaniem wielu potężniejszych niż matczyne jej państwo.
Działali metodycznie. Wyłapali dość przypadkowych kapitanów, którzy rzekomo kiedyś tam trafili i uformowali z nich pierwsze eskadry. Szybko wyeliminowali czynniki takie jak pora roku czy działanie psychoaktywnych substancji, zauważając w ich miejsce zależności rodzinne. Hanzie udało się posłać kilka udanych wypraw, w wyniku nieporozumienia spalić osadę na palach jednego eorfa, wobec zaś gorącej aprobaty jego sąsiada pozwolono jej założyć pierwsze enklawy. Wtedy też spłynęły błogosławieństwa inwestorów zainteresowanych rychłym monopolem, pozwalając spółce rozwinąć zasięgi Hanzy na dalsze regiony.
.
Reo Anhalda, pozostawiony bez interwencji, niebawem odrzuci tytuł ”Samozwańcy”. Choć większość eorfów wciąż patrzy na niego sceptycznie, nie mogą ignorować silnej ręki przynoszącej mu zwycięstwa na obydwu frontach. Niewykluczone, że to jego sprawy doprowadzi do zawieszenia broni między Hanzą a Zenitem – nawet jeśli ulotnego.
.
Lud wysp jest pokrewny Ancrijczykom, dzieląc z nimi śniadą skórę, jasne włosy i rdzeń języka. Władcy archipelagu przysługuje tytuł anhaldy – to jest, obecnie nie przysługuje, bo od pokoleń nie mogą się dogadać, kto powinien nim być. I całkiem im z tym dobrze, byle władca kilku drakkarów i kilku osad na palach tytułuje się eorfem rządzi swą domeną jak chce. Anhaldyjczycy oswoili też lokalny gatunek gryfa, stanowiącego krzyżówkę papugi z jaguarem, przenosząc nim ludzi podczas abordaży i desantów. Papugryf zdaje się to robić z niepokojącą chęcią, rozkoszując się chaosem w dole. Na otwartym morzu rządzi jednak jego większy kuzyn – mający łabędzią szyję dłuższą niż maszt i białe skrzydło mocniejsze niż burta. Nie jeden anhaldzki wielorybnika obrał go za cel swych ambicji, tudzież siarczyście rzucanych z pokładu klątw. Najlepsi z tutejszych wojowników zwykli walczyć w parach. W przypominającym taniec kroku osłaniają się nawzajem półksiężycowymi tarczami i kąsają spomiędzy nich czubkami włóczni. Być może jest to echo stylu uczonego przez Bliźnięta.
Izolacja ograniczyła kulturalne wpływy innych Architektów, lecz Eldani, lud Pierwszego Architekta, znaleźli swoją drogę i tutaj. I nie było im po myśli dzielić się nią z Ancrijczykami. Eskalacja konfliktu nikogo nie dziwiła – dziwił jedynie jego zapalnik w postaci owych małych, czerwonych ziaren.
.
Porażka eldańskiej strony w pierwszej wojnie kawowej, mimo przewagi w ostrzu i w glifie, zakrawa o miano monumentalnej. Zenit nie zwykł pobłażać niekompetencji, tym bardziej mogą dziwić donosy, iż zhańbiony admirał ma niebawem otrzymać okazję odzyskania honoru. Być może Hanza źle oceniła naturę jego kompetencji, lekceważąc zapewnione Pierwszemu Architektowi wpływy na wyspach.
.
Wojny kawowe to sukcesja dwóch konfliktów między Eldanimi, Hanzą i trzecią stroną lokalnych eorfów. Prym Eldanich został w niej jednak szybko wskazany jako fasada. To krew Anhaldii, ta wywodząca się spośród ludu Bliźniąt i na przestrzeni stuleci cienkimi nićmi wszyta pośród Ancrijczyków, pozwalała statkom Hanzy odnajdywać drogę. Pozbawieni rodzimych nawigatorów Eldani mieli jedynie pozory i niezdolnych ich długo podtrzymać zaprzyjaźnionych eorfów.
Pierwsza wojna zakończyła się zimnym jak na te wody rozejmem, w myśl którego to Hanza zachowała kontrolę nad większością szlaków, trzecia część Anhaldii została zaś zjednoczona pod jednym eorfem, a w ich kulturze to zaskakująco wysoki wynik. Zwieńczenia drugiej nikt nie jest pewien – ten prowadzony jest ostrożnie, śląc niepokojące wieści na kontynent.
Skopiowano z FB według dyspozycji autora.

