Lokalni pasterze mieli rację, nory okolicznych zwierząt rzeczywiście prowadziły do większej podziemnej struktury, która na pewno nie powstała naturalnie. Po dwunastu dniach kopania dotarliśmy do betonowej ściany. Z początku wydało mi się dziwne, że tak kruchy i stary materiał wytrzymał zasypanie, ale dalsze odkrycia wskazują, że to miejsce już zbudowano pod ziemią. Ściana oczywiście była bardzo popękana, wręcz zmiażdżona przez odkładającą się na przestrzeni lat ziemię, ale skruszone fragmenty konstrukcji trzymały w miejscu grube, pogięte pręty.
Genialne rozwiązanie, które sami moglibyśmy wykorzystać w budownictwie. Tak uzbrojony beton może wytrzymać praktycznie wszystko, czego dowodzi zresztą to znalezisko. Jednak naszą uwagę bardziej zwróciło co innego: w ścianie osadzone były ogromne stalowe drzwi złożone z wielu precyzyjnie wykonanych elementów, a otwierający je mechanizm stanowił dla nas zagadkę. Oczywiście były poważnie uszkodzone, więc bezpieczne sforsowanie ich zajęło kolejne dwa tygodnie. To wtedy wykonaliśmy te fotografie, które do pana nadałem. Wywołał pan film? Mogę je zobaczyć?
To, co znaleźliśmy wewnątrz, oczywiście też mamy na filmie, ale nie było sensu tego wysyłać. Przyjechałem tak szybko, jak dotarłaby do pana paczka. Nie chciałem zwlekać, bowiem to odkrycie przyćmiewa wszystkie dotychczasowe znaleziska archeologiczne i jeśli mam być szczery, odmieni bezpowrotnie to, jak patrzymy na historię ludzkości, cywilizacji i w ogóle świata!
Wnętrze zostało całkowicie zawładnięte przez naturę, która wdarła się przez drobne szczeliny. Podłogę przy ścianach pokrywała warstwa gleby porośniętej grzybami i bladymi roślinami. Niektóre z nich świeciły delikatnie w nieprzeniknionych skądinąd ciemnościach. Wśród nich mieszkały przedziwne okazy podziemnej fauny. Widzieliśmy pająka wielkiego na dwie dłonie, który polował na niewielkie gryzonie
Nie mogliśmy skorzystać z używanych przez małe zwierzątka szczelin w gruzowisku, więc nie wszystkie pomieszczenia były dla nas dostępne. Nie udało nam się jeszcze określić funkcji wielu z nich, choć większość była opisana. Metalowe tabliczki na ścianach znaczyły równe litery nieznanego alfabetu, być może protoplasty naszego. Jednak wygrawerowano je maszynowo, na pewno nie ręcznie. Wszystko w tym labiryncie korytarzy wyraźnie wskazywało na niespodziewanie wysoki stopień industrializacji. Z sufitu wisiały szczątki czegoś, co mogło być oświetleniem elektrycznym, a wewnątrz ścian znaleźliśmy złożone mechanizmy, które miały chyba otwierać i zamykać drzwi, niewątpliwie z własnym napędem – żadnych dźwigni czy korb.
Ale prawdziwą rewolucją było to, co znaleźliśmy w jednym konkretnym pomieszczeniu, które jakimś cudem pozostało nieuszkodzone i szczelnie zamknięte przez te wszystkie lata. Otwarcie go było wyzwaniem, ale udało nam się wprawić w ruch mechanizm drzwi, a kiedy to uczyniliśmy, uderzyło nas stęchłe morowe powietrze, którym nie dało się oddychać. Wewnątrz były ciała, a przynajmniej ich resztki. Dziwnie ubrani ludzie w różnych pozycjach, w różnym wieku, w sumie około czterdziestu osób, z których pozostały jedynie kości, w większości porośnięte jakimiś roślinami i grzybami, które już dawno uschły.
Poza zwłokami było tam mnóstwo dobrze zachowanych artefaktów, które mogą nam zdradzić niesamowicie dużo na temat kultury i nadzwyczaj zaawansowanej technologii tych ludzi. Tutaj już pewne było, że jakimś cudem przewyższali nas pod tym względem. Na półkach równo stały nadgnite książki, które powiedzą nam jeszcze więcej, kiedy już je rozszyfrujemy. Ale jedna wiadomość nie sprawiła nam żadnego problemu. Rysunek na ścianie – coś, czego moglibyśmy się spodziewać w jaskini zamieszkanej przez prymitywnych ludzi, nie tę nadzwyczaj zaawansowaną cywilizację. Jednak ludzie zwracają się ku swoim najbardziej prymitywnym instynktom, kiedy zbliża się ich zagłada. A ci musieli być świadomi swojej, o czym świadczy też przedstawiona scena:
Na powierzchni ziemi namalowane sadzą karykaturalne, czarne sylwetki – bestie. Poniżej, w niewielkiej przestrzeni wydrążonej w skale, garstka ludzi skupiona wokół czegoś, co najprawdopodobniej jest płonącym sercem. Z nieba na bestie pada czerwony deszcz – jestem niemalże pewien, że malowany krwią.
„Gdy serca Królów Ludzi zapłoną szczerym żarem dla swoich poddanych, Słońce zapłacze nad ich losem i niebo zstąpi na ziemię, by w oczyszczających płomieniach zniszczyć ich wrogów” – Krwawiące Słońce. Apokalipsa. Deszcz ognia, który miał pozbyć się bestii. Schowali się przed nim pod ziemią, ale najwyraźniej nie dotrwali jego końca. Tysiąc lat temu to wydarzenie w ciągu dwudziestu dni prawie zniszczyło naszą cywilizację. Tylko że na tym rysunku to nie jest „nasz” deszcz ognia, a dla nich nie było „prawie”.
Rozumie pan? Znaleźliśmy dowody, że Krwawiące Słońce wydarzyło się już wcześniej! Świat przeszedł przez taką apokalipsę więcej niż raz! Przed nami istniała inna cywilizacja, bardziej zaawansowana!
…
Co jeśli przed nimi też?
