Mateusz Bielecki – Utkane z Gwiazd – Runda II

W równych rzędach siedziało cicho kilkudziesięciu nastolatków. Wszystko na sali wykładowej było dla nich nowe: jednakowe pulpity przed nimi, wiszące na ścianach naukowe ryciny na przemian z różnej maści bronią, od włóczni po muszkiety. Z honorowego miejsca nad tablicą spoglądał na nich portret generała Inkwizycji i jednocześnie rektora Gwiezdnej Akademii. Ci chłopcy byli bowiem kadetami w najbardziej prestiżowej organizacji militarnej znanego świata i tymi, którzy mieli tego świata pilnować, by nie popadł w otchłań. Przynajmniej ta część, która wytrwa rygorystyczne szkolenie.

Ciszę wśród naturalnie głośnych stworzeń, jakimi są nastoletni chłopcy, gwarantował niski nadkomisarz w obwieszonym medalami mundurze. Roztaczał aurę stanowczości, a jego karcące spojrzenie spod siwiejących, krzaczastych brwi potrafiło powstrzymać każdy głupi pomysł. Jednak to nie na nim skupiona była uwaga gawiedzi. Przy katedrze stało bowiem… krosno. Co więcej, to na jego temat zaczął wykładać.

– To, co tu widzicie, to krosno mechaniczne, najnowszy model. Jest to bardzo nowoczesna maszyna, która pozwala pozyskać tkaninę o równym, jednolitym splocie dziesiątki razy szybciej niż przy pracy ręcznej. Do tego wymaga znacznie mniej umiejętności. Wystarczy pociągać w odpowiednich momentach za te kilka dźwigni, a wszystko napędzane jest poprzez miarowe naciskanie pedału, o tu, przy siedzisku.

Zaskoczenie kadetów szybko ustąpiło znudzeniu tematem i słuchali wykładu z coraz mniejszą uwagą. Początkowo wymieniali jedynie spojrzenia, ale po chwili zaczęli szeptać między sobą.

– Nie potrzeba do tego nawet wiele siły – kontynuował nauczyciel, demonstrując obsługę pedału. – Ten pas napędowy łączy i synchronizuje bidło z mechanizmami przesmykowym i przerzutowym. Wszystko dzieje się na raz, jedno ciągnie za sobą drugie. To z tyłu to rama natykowa, na niej są nawoje z przędzą.

Wszystkie nitki osnowy ciągnięte są równo, a przesmyki same się tworzą we właściwym momencie, żeby te dwie krzywki po bokach mogły wprowadzić wątek… – urwał nagle, kiedy usłyszał pośród sporadycznych szeptów stłumiony chichot. – Na miłość Słońca, czy ja wykładam kadetom Inkwizycji czy bandzie nieokrzesanych szczeniaków?!

Wykładowca obrócił się gwałtownie i zgromił wzrokiem słuchaczy, szukając tego, który przeszkodził mu w prowadzeniu zajęć. Uratował go jednak kolega, który szybko zgłosił się z pytaniem. Nauczyciel nakazał mu gestem, aby mówił.

– Panie nadkomisarzu, po co właściwie się tego uczymy? – Wśród siedzących za nim kadetów znowu dało się słyszeć zduszone parsknięcie. – Nie powinien nam nadkomisarz raczej tłumaczyć budowy i obsługi na przykład… muszkietu?

– Nie będziesz mi, chłopcze, mówił, co powinienem, a co nie, robić! – rzucił nie tyle podniesionym głosem, co surowym tonem wykładowca. W sali zaległa grobowa cisza. – Nauczyć obsługiwać muszkiet można byle idiotę. Od kadetów Inkwizycji wymaga się więcej. Będziecie musieli zachowywać bezwzględną dyscyplinę, każdy inkwizytor ma znać podstawy strategii i umieć dostosować taktykę do zmieniających się błyskawicznie warunków, kiedy w grę wchodzi moc Gwiazd, ale ponad wszystko musi znać wroga, rozumieć, jak działa magia, którą ma zwalczać.

Kilka głów pokiwało ze zrozumieniem. Jednak niektórzy nie połączyli jeszcze wszystkich kropek.

– Ale jak ma się do tego krosno? – wypalił niepytany chłopak z ostatniego rzędu, na co kilku jego kolegów ponownie parsknęło śmiechem, jakby spytał o największą oczywistość. – Wiem, że używanie magii nazywa się Tkaniem – zaczął tłumaczyć się szybko – ale to przecież tylko przenośnia, prawda?

– W mniejszym stopniu niż mogłoby się wydawać. – Poczekał, aż ucichną ostatnie szmery. – Tak, obsługa maszyny, którą wam tu prezentuję, różni się znacząco od Tkania z Gwiazd. Ale tkanie ręczne czy nawet robienie na drutach to umiejętności na tyle zbliżone, że kiedy w tym miejscu jeszcze uczono magii a nie jej zwalczania, zaczynano właśnie od takich przyziemnych umiejętności. I wy możecie się spodziewać zajęć z tego jeszcze w tym semestrze!

Pokazujemy wam jednak akurat współczesne mechaniczne krosno z jeszcze innego, istotnego powodu. Jest to bowiem względnie nowy wynalazek, dzieło rozwijającej się w coraz szybszym tempie techniki. A to zasługa właśnie nas, Inkwizycji, którzy stoimy na straży przestrzegania zakazuTkania od setek już lat.

Ludzie przestali tkać ręcznie, bo przestali Tkać. I nie, nie zapomnieli bez pomocy Gwiazd, jak się to robi. Raczej bez Gwiazd potrzebowali innej pomocy. Stąd widoczny tu system dźwigni, standardowe, precyzyjnie odlane elementy. To wszystko powstało przez setki lat i wcale nie na potrzeby krosna, ale w końcu i w nim znalazło zastosowanie. I dlatego teraz ludzie nie muszą już umieć tkać – ani płócien, ani zaklęć.

***

Trzy lata później ci sami kadeci – teraz już pełnoprawni kaprale Inkwizycji – siedzą cicho w rzędzie przykucnięci za granią. Z ukrycia obserwują Tkacza w oczekiwaniu na sygnał chorążego dowodzącego ich pierwszą misją. Wiedzą, że zaatakowanie kogoś z rękami pełnymi niesplecionych Nici może skończyć się tragicznie. Patrzą więc uważnie, jak człowiek, którego wytropili, Tka. Większość z nich po raz pierwszy widzi to na własne oczy.

Owinięty zwiewnymi szatami mężczyzna wyłuskuje palcem z wiązek światła i zbiera kilka pojedynczych Nici biegnących do ziemi z samych Gwiazd na niebie. Chwyta je mocno jedną ręką, a drugą szarpie lekko za inną, również cienką wiązkę, aby zerwać jej połączenie ze skałą, na której stoi. Każdy skrawek świata jest podwieszony na tych wszechobecnych Niciach, uwiązany nimi do Gwiazd, ale użycie tak niewielkiego ich pęczka nie ma zauważalnego efektu. Co innego, gdyby chciał skorzystać z potężniejszej magii, grubszych wiązek zawierających tysiące Nici. Coś takiego mogło w jednej chwili zmienić szczyt góry w kotlinę.

Teraz jednak nie potrzeba wiele mocy, dlatego oszczędnie i precyzyjnie przeplata tę jedną drobną wiązkę pomiędzy pojedynczymi Nićmi napiętymi równolegle na kształt osnowy w tkaninie. Co kilka rzędów zawija małą pętelkę, żeby stworzyć ucho na krawędziach. Całość nie trwa nawet dwóch minut, aż cała struktura jest gotowa, mężczyzna zrywa Nici i rozpościera Utkane zaklęcie przed sobą. W ten sposób magicznie łączy leżące na brzegu strumienia sześć dużych gąsiorów pełnych wody. Puste mógł przynieść bez dodatkowej pomocy, ale teraz są za ciężkie, by unieść je siłą samych mięśni. Powiązane ciasno splecioną mocą Gwiazd mogą lewitować bez końca i ma nad nimi pełną kontrolę.

Oddział Inkwizycji podąża jego śladem po stromych górskich ścieżkach. Wciąż się nie ujawniają, bo doskonale widzieli, jak powstawał solidny splot zaklęcia. Wiedzą, że zamiast posłużyć Tkaczowi do transportu wody, może mu równie dobrze pozwolić cisnąć kilkulitrowym gąsiorem z prędkością kuli z muszkietu. Wolą poczekać, aż dotrze do celu i Rozplecie Nici.

Na miejscu uderza ich skromna prostota kryjówki Tkacza. Na stojaku z nieociosanych pali wisi upolowana wcześniej kozica, w ładnie przygotowanym palenisku lekko dymi mały ogień, a w płytką jaskinię wbudowana jest prosta drewniana ściana z drzwiami bez zamka. Jest to obóz kogoś samowystarczalnego, kto nikomu nie szkodzi.

Chyba że Tka.

A każdy, kto Tka, przybliża tym samym upadek świata.

Gdyby ograniczał się do mieszkania na uboczu i lewitujących butelek, pewnie by go tu nie wytropili. Wiedzieli jednak, żeby iść w górę rzeki, która zaczyna się tutaj jako czysty górski strumień.Trzysta mil niżej wzdłuż jej biegu przepływa ona bowiem przez miasto, w którym doszło do awarii w kilku faktoriach. Ich koła napędowe korzystały ze stałej siły płynącej wody. Rzeka nagle wezbrała – nieznacznie, ale wystarczająco, żeby różnica zaburzyła pracę kół napędowych, szczególnie podczas suszy trwającej między górami a miastem. Od trzech tygodni nie spadła ani kropla deszczu i poziom wody to odzwierciedlał, aż w pewnym momencie nagle wzrósł.

To co zasiliło rzekę, raczej nie powstało naturalnie. Coś musiało wpłynąć na ukształtowanie terenu w górach. Czy to tąpnięcie masy skalnej ścisnęło podziemne źródło, przez co woda zaczęła wypływać pod większym ciśnieniem, czy otworzył się zupełnie nowy zdrój, który zasilił tę rzekę poniżej – coś lub ktoś spowodował osunięcie się części góry. Mógł zawalić się szyb kopalni albo jakaś jaskinia. Jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem był Tkacz w górach.

Inkwizycja od dawna monitoruje stan większości rzek właśnie z tego powodu. Mało kto odważa się Tkać w pobliżu ludzkich zabudowań. Wszyscy wiedzą, jak niebezpieczne to może być, ale wciąż znajdują się tacy, którzy myślą, że w górach nikomu nie zagrażają i nie da się ich tam znaleźć.

Kiedy tylko gąsiory wody lądują delikatnie na ziemi i splot zaklęcia puszcza, inkwizytorzy wyskakują z ukrycia z muszkietami wycelowanymi w niczego niespodziewającego się Tkacza. Przez ułamek sekundy wygląda, jakby chciał czegoś spróbować, ale wie, że nie zdąży nawet dobrze chwycić Nici, więc daje się zaaresztować.

– Szkoda, że tak szybko mnie znaleźliście, byłem już blisko przełomu – mówi prowadzony więzień. – Wiecie, prowadziłem tutaj badania naukowe, których bez mocy Gwiazd nie da się przeprowadzić. A tutaj nikomu nie szkodziłem.

– Gdyby tak było, nie trafilibyśmy do ciebie.

– Właśnie. Moje badania mogły nieco ruszyć jakąś skałę, ale nikogo tu nie ma. Nikt tego nie widział. Skąd wiedzieliście, gdzie mnie szukać?

– Podniósł się poziom wody w rzece. – Dumni ze wzorowego aresztowania młodzi inkwizytorzy wymieniają się zadowolonymi spojrzeniami. Skonsternowany wyraz twarzy pojmanego, który nie rozumie, o czym mówią, tylko ich dodatkowo bawi. – Typowe, Tkacze nigdy nie zdają sobie sprawy z pełnych konsekwencji ich akcji. A nam wystarczy, że gdzieś inaczej zawieje wiatr, popłynie kilka kropli wody więcej. I tak dotarliśmy do ciebie, wzdłuż rzeki jak po Nici do… kłębka? Tkaniny?

– Ważne, że ty – wtrącił się ochoczo kolega z oddziału – trafisz teraz po nitce do paki!

1 polubienie