“Woda to życie, bowiem to w wodzie zawarte są nasze myśli, uczucia i wspomnienia. Kto kontroluje wodę, kontroluje setki żyć.”
Dziennik Obłąkanego
27 Marca
I na co mi było wybierać się całą tę drogę na północ? Biurokraci ze stolicy obiecywali cuda na kiju. I nic dziwnego - jakoś trzeba było nas przekonać, żebyśmy tu przybyli. Jebana tundra, istny bezkres. Połacie traw, mchów i porostów, z okazjonalnym głazem. Dobrze jest mieć chłopaków ze sobą, ale po zagraniu sto razy w karty i to staje się nudne.
Chłopaki żartują między sobą i dyskutują o tym, co zrobią ze swoją częścią pieniędzy. Biały mówił, że planuje kupić jakieś ładne ubrania. Russell wspominał o dużych ilościach piwa. A ja? Może zdążę zdecydować się przed powrotem.
15 Kwietnia
Lubię ich i cieszę się, że spędzam mój czas tutaj z przyjemną ekipą. Ale muszę przyznać, że niektórzy z nich są osobami o niewymuszonej inteligencji. Wysłali nas tu zbierać dusze i myśli zawarte w wiecznej zmarzlinie. Przecież każdy od dziecka jest uczony, że obca woda jest niebezpieczna i trzeba jej UNIKAĆ. Dzisiaj w czasie zbierania próbek Russell się poślizgnął i uderzył ciałem o lód.
Niby nic poważnego się nie stało, ale zachowywał się jakoś nieprzytomnie. Któryś z chłopaków, chyba Biały, uspokajał nas, tłumaczył, że wszystko w porządku. Przecież “lód to nie woda”. Debil.
Może nic się nie stało. Może to tylko szok po uderzeniu w głowę. Zobaczymy…
24 Kwietnia
Życie w tundrze jest spokojne. Nudne, ale też spokojne. Dlatego też każde oderwanie od monotonii zbierania lodu, analizowania próbek i grania w karty tym bardziej się wyróżnia. Gabriel i Łysy wrócili dzisiaj z wyprawy zwiadowczej, nie zdążyli nawet zejść z koni i już zaczęli nawijać, że zobaczyli sarnę.
Mhm… Na pewno. Poza porostami to nic tu nie przeżyje. Mimo to, nie mogę powstrzymać się przed wracaniem do tego myślami - mówili, że sarna miała troje oczu. Życie tak daleko od cywilizacji chyba zaczyna się na nas odbijać.
11 Maja
Chyba zrozumiałem, czemu nikt nigdy się tu nie osiedlił - komary. Zrobiło się jaśniej, cieplej i nagle te skurwysyny są wszędzie. Nie można wyjść ze schronienia bez otaczającej cię chmary. Nikomu nie chce się pracować i nic dziwnego. Nie da się wytrzymać na zewnątrz.
Nigdy się nie spodziewałem, że zatęsknię za wieczną nocą. Po kilku miesiącach powróciło słońce i teraz nie opuszcza nieboskłonu. Nie można spokojnie wyjść z domu przez tę szarańczę, a w środku nie można nawet spokojnie spać, bo jest stale jasno. Zauważyłem, że nie tylko ja lekko śpię; mam wrażenie, że Russell od kilku dni nie spał. Dzisiaj znowu nie mogłem go znaleźć w schronieniu. Co on robi tam na zewnątrz?
23 Maja
Bóg nam dał motykę, a my porwaliśmy się z nią na słońce. To miejsce nie jest godne życia. Pół roku w ciemnościach, pół w blasku słońca. W nocy nie jestem w stanie zasnąć, stale słyszę komary.
Łysy przyznał mi się, że czasami lód do niego szepcze, pokazuje mu inny świat, bestie z legend górujące nad drzewami. Tydzień temu bym go zbeształ, ale ja też to słyszę. Nigdy nie byłem religijnym człowiekiem, ale wracają do mnie opowieści o pierwszych ludziach i o świecie w którym musieli żyć. W swej głowie, w wyobraźni, widzę stworzenia z którymi musieli sobie radzić. Coś jest nie tak z tym miejscem.
25 Maja
Banda niekompetentnych debili. Nie dość, że Russell zaginął i nikt nie wie, co się z nim stało, to jeszcze nasze konie wyrwały się i uciekły w dal. Kurwa mać.
Od kilku dni dziwnie się zachowywały. Niegdyś najpotulniejsze zwierzęta, ostatnio zaczęły się ciągle szarpać i unikały z nami kontaktu. Miejscami włosy zaczęły im się przebarwiać, a skóra pokazywała ślady ugryzień. Gabriel spędzał z nimi najwięcej czasu i skomentował, że nigdy nie widział ich w takim stanie. Nikt z nas nie spodziewał się, że uciekną.
Nie wiem, ile jeszcze tu wytrzymam. Piszę słowo po słowie i słyszę jak coś mnie woła. Wieczne trzeszczenie komarów i ukryte w nim słowa. Zaczynam się gubić, które myśli należą do mnie, a które do tego miejsca. Pamiętam biurokratów z mojego miasta. Pamiętam pierwotną moc przepływającą przez me żyły, rozmiar mojego ciała i niskość otaczających drzew. Pamiętam, jak wbijałem się w skórę tego człowieka.
Zabiłem niejednego komara. Zawsze pozostaje po nich ślad, gęsta szkarłatna ciecz spływająca po ciele. Czy możliwe, że poza kradzieżą naszych sił życiowych, wszczepiają one w nas cudzą?
26 Maja
Ta wyprawa od początku była skazana na niepowodzenie. Jeżeli ktoś czyta ten notatnik, to ostrzegam: tundra kryje niebezpieczeństwa, w tamtejszym lodzie coś żyje. Spodziewaliśmy się myśli, prostych konceptów zebranych pod powierzchnią; chcieliśmy je okiełznać. Obawiam się, że zamiast tego trafiliśmy na coś pradawnego. Zatraciliśmy się. Zapomnieliśmy, kim jesteśmy.
Dzisiaj obudził mnie dym. Gdy wyszedłem, zobaczyłem dziury w ziemi pozatykane drewnem, węglem i igliwem. Łysy i Biały postanowili wypalić diabła z lodu. Ich oczy przepełniał obcy szał.
Zebrałem zapasy i wyruszyłem na południe. Kilkanaście dni drogi i powinienem dotrzeć do domu.

