Michał Dziubany - Reprogresja - Runda I

“Woda to życie, bowiem to w wodzie zawarte są nasze myśli, uczucia i wspomnienia. Kto kontroluje wodę, kontroluje setki żyć.”

Dziennik Obłąkanego

27 Marca

I na co mi było wybierać się całą tę drogę na północ? Biurokraci ze stolicy obiecywali cuda na kiju. I nic dziwnego - jakoś trzeba było nas przekonać, żebyśmy tu przybyli. Jebana tundra, istny bezkres. Połacie traw, mchów i porostów, z okazjonalnym głazem. Dobrze jest mieć chłopaków ze sobą, ale po zagraniu sto razy w karty i to staje się nudne.

Chłopaki żartują między sobą i dyskutują o tym, co zrobią ze swoją częścią pieniędzy. Biały mówił, że planuje kupić jakieś ładne ubrania. Russell wspominał o dużych ilościach piwa. A ja? Może zdążę zdecydować się przed powrotem.



15 Kwietnia

Lubię ich i cieszę się, że spędzam mój czas tutaj z przyjemną ekipą. Ale muszę przyznać, że niektórzy z nich są osobami o niewymuszonej inteligencji. Wysłali nas tu zbierać dusze i myśli zawarte w wiecznej zmarzlinie. Przecież każdy od dziecka jest uczony, że obca woda jest niebezpieczna i trzeba jej UNIKAĆ. Dzisiaj w czasie zbierania próbek Russell się poślizgnął i uderzył ciałem o lód.

Niby nic poważnego się nie stało, ale zachowywał się jakoś nieprzytomnie. Któryś z chłopaków, chyba Biały, uspokajał nas, tłumaczył, że wszystko w porządku. Przecież “lód to nie woda”. Debil.

Może nic się nie stało. Może to tylko szok po uderzeniu w głowę. Zobaczymy…



24 Kwietnia

Życie w tundrze jest spokojne. Nudne, ale też spokojne. Dlatego też każde oderwanie od monotonii zbierania lodu, analizowania próbek i grania w karty tym bardziej się wyróżnia. Gabriel i Łysy wrócili dzisiaj z wyprawy zwiadowczej, nie zdążyli nawet zejść z koni i już zaczęli nawijać, że zobaczyli sarnę.

Mhm… Na pewno. Poza porostami to nic tu nie przeżyje. Mimo to, nie mogę powstrzymać się przed wracaniem do tego myślami - mówili, że sarna miała troje oczu. Życie tak daleko od cywilizacji chyba zaczyna się na nas odbijać.



11 Maja

Chyba zrozumiałem, czemu nikt nigdy się tu nie osiedlił - komary. Zrobiło się jaśniej, cieplej i nagle te skurwysyny są wszędzie. Nie można wyjść ze schronienia bez otaczającej cię chmary. Nikomu nie chce się pracować i nic dziwnego. Nie da się wytrzymać na zewnątrz.

Nigdy się nie spodziewałem, że zatęsknię za wieczną nocą. Po kilku miesiącach powróciło słońce i teraz nie opuszcza nieboskłonu. Nie można spokojnie wyjść z domu przez tę szarańczę, a w środku nie można nawet spokojnie spać, bo jest stale jasno. Zauważyłem, że nie tylko ja lekko śpię; mam wrażenie, że Russell od kilku dni nie spał. Dzisiaj znowu nie mogłem go znaleźć w schronieniu. Co on robi tam na zewnątrz?



23 Maja

Bóg nam dał motykę, a my porwaliśmy się z nią na słońce. To miejsce nie jest godne życia. Pół roku w ciemnościach, pół w blasku słońca. W nocy nie jestem w stanie zasnąć, stale słyszę komary.

Łysy przyznał mi się, że czasami lód do niego szepcze, pokazuje mu inny świat, bestie z legend górujące nad drzewami. Tydzień temu bym go zbeształ, ale ja też to słyszę. Nigdy nie byłem religijnym człowiekiem, ale wracają do mnie opowieści o pierwszych ludziach i o świecie w którym musieli żyć. W swej głowie, w wyobraźni, widzę stworzenia z którymi musieli sobie radzić. Coś jest nie tak z tym miejscem.



25 Maja

Banda niekompetentnych debili. Nie dość, że Russell zaginął i nikt nie wie, co się z nim stało, to jeszcze nasze konie wyrwały się i uciekły w dal. Kurwa mać.

Od kilku dni dziwnie się zachowywały. Niegdyś najpotulniejsze zwierzęta, ostatnio zaczęły się ciągle szarpać i unikały z nami kontaktu. Miejscami włosy zaczęły im się przebarwiać, a skóra pokazywała ślady ugryzień. Gabriel spędzał z nimi najwięcej czasu i skomentował, że nigdy nie widział ich w takim stanie. Nikt z nas nie spodziewał się, że uciekną.

Nie wiem, ile jeszcze tu wytrzymam. Piszę słowo po słowie i słyszę jak coś mnie woła. Wieczne trzeszczenie komarów i ukryte w nim słowa. Zaczynam się gubić, które myśli należą do mnie, a które do tego miejsca. Pamiętam biurokratów z mojego miasta. Pamiętam pierwotną moc przepływającą przez me żyły, rozmiar mojego ciała i niskość otaczających drzew. Pamiętam, jak wbijałem się w skórę tego człowieka.

Zabiłem niejednego komara. Zawsze pozostaje po nich ślad, gęsta szkarłatna ciecz spływająca po ciele. Czy możliwe, że poza kradzieżą naszych sił życiowych, wszczepiają one w nas cudzą?



26 Maja

Ta wyprawa od początku była skazana na niepowodzenie. Jeżeli ktoś czyta ten notatnik, to ostrzegam: tundra kryje niebezpieczeństwa, w tamtejszym lodzie coś żyje. Spodziewaliśmy się myśli, prostych konceptów zebranych pod powierzchnią; chcieliśmy je okiełznać. Obawiam się, że zamiast tego trafiliśmy na coś pradawnego. Zatraciliśmy się. Zapomnieliśmy, kim jesteśmy.

Dzisiaj obudził mnie dym. Gdy wyszedłem, zobaczyłem dziury w ziemi pozatykane drewnem, węglem i igliwem. Łysy i Biały postanowili wypalić diabła z lodu. Ich oczy przepełniał obcy szał.

Zebrałem zapasy i wyruszyłem na południe. Kilkanaście dni drogi i powinienem dotrzeć do domu.

2 polubienia

Zarzucę od razu organizacyjne, okołościankowe.

Źródła artów:
https://www.artstation.com/artwork/ea316
https://www.artstation.com/artwork/L3am05

Subów nie taguję bo nawet nie wiem czy tu są XD.

Chcę podziękować też:
Alfa readerowi - Grzegorsz Pasławski (który dostał draft 0 po tym jak wstaiłem tekst na główną)
Beta readerom:

  • Ola Gajda
  • Bartłomiej Kokoszyński

Gamma readerom:

  • Kazik Jackowski
  • Kamila Białousz

I zarzucę na koniec moją pierwszą ściankę od EldGPT:
Litva! Moja domovina! Ti si kao zdravlje. Koliko te moraš cijeniti, samo će on znati, Tko god te izgubio. Danas tvoju ljepotu u svoj svojoj raskoši Vidim i opisujem, jer mi nedostaješ. Sveta Djevice, koja braniš Svijetlu Čenstohovu I sjaš na Vratima Zore! Ti koja štitiš dvorac-tvrđavu Nowogródek s njegovim vjernim narodom! Kao što si čudesno vratila zdravlje mom djetetu (Kad sam, od uplakane majke pod tvojom skrbi, Žrtvovano, podigla svoj mrtvi kapak I odmah sam mogla hodati do tvog hramskog praga Da zahvalim Bogu na svom obnovljenom životu), Tako ćeš nas čudesno vratiti u krilo naše domovine. U međuvremenu, nosi moju čežnjivu dušu Na ta šumska brda, na ta zelena livada, prostrana preko plavog Nemana; Na ona polja oslikana raznim žitaricama, Pozlaćena pšenicom, posrebrena raži; Gdje jantarna krasta, heljda bijela kao snijeg, Gdje djetlić gori djevojačkim rumenilom, I sve je opasano, kao vrpcom, zelenim balkom, Na kojem sjede rijetko tihe kruške.

2 polubienia