Jakiś czas temu wpadł mi do głowy pomysł wymyślenia jak będzie wyglądał mój con tysiąc albo nawet kilka tysięcy lat po „teraz”.
Finał fabularny wydarzeń jakie mają miejsce około roku 2000 nie jest jeszcze dokładnie zarysowany – mam kilka głównych wątków które dążą do ewidentnej kulminacji, która będzie miała znaczy wpływ na przyszłość. To co wiem uwzględniam w tej ściance, resztę zostawiam na poziomie spekulacji albo niedopowiedzenia.
Żyjemy w świecie Nowych Bogów. Zanim zamilkli, dali nam jedną zasadę: „Co chce żyć, musi umrzeć.” Tak definitywne, jak nieprecyzyjne.
Przez setki lat, metodą prób i błędów wyklarowało się mniej więcej co bogowie uważają za afront: każda próba osiągnięcia nieśmiertelności, czy to z użyciem darów czy technologii spotyka się z natychmiastowym unicestwieniem. Pewna planeta która zapędziła się zbyt daleko w badaniach nad klonowaniem swojej populacji, została przeniesiona na samą krawędź czarnej dziury, bez możliwości ucieczki.
Nieliczni niezwykle długowieczni obdarzeni, muszą pilnować się na każdym kroku, by dbając o swoje niestarzejące się ciała nie przekroczyć niewidzialnej granicy ingerencji. Wśród naukowców badających ludzkie genomy wyklarował się pewien zakres rzeczy w jakie można ingerować i innych, których czasem nawet lepiej nie badać.
Zarówno długowieczni jak i naukowcy stali się bardzo religijni – badania naukowe zawierają czasem równie dużo modlitwy. I choć bogowie rzadko odpowiadają, zawsze warto spytać, czy to co akurat się planuje nie jest może zbrodnią w ich oczach.
Bo nasi Nowi Bogowie są jak dzieci. Żadna granica nie jest jasna, a żadne ich prawo jednoznaczne. Jeden badacz zajmie się boskim ogniem i spłonie żywcem za coś, co jest od lat podstawą badań drugiego.
Bogowie nie są też wszędzie naraz. Choć lepiej nie podważać ich wszechmocy, to ich nie-wszechobecność jest jasna. Sami czynią czasem do niej aluzje. Wiemy że fizycznie przemieszczają się po kosmosie, prócz domen metafizycznych, mają też swoje upodobane rejony. Ukochane gwiazdy i planety.
Są miejsca gdzie da się ich spotkać. Oczywiście rzadko w tej samej postaci – choć i te mają ulubione. Bogini o stu twarzach, żywy płomień, gwiezdne oko lub kwiat.
Mimo tysięcy lat są jak dzieci. Walczą o swoje dziedziny – rzadko wprost, ale często przez swoich upodobanych śmiertelników.
Pierwszy jest Śmierć. Inny od wszystkich, znienawidzony i pełen nienawiści. Oszukany, spętany bóg, którego zemsta jest najgorsza. Jak Pani Ptaków krąży wśród gwiazd i wyrywa z korzeniami najmniejszy nawet ślad nieumarłych. Inni bogowie zdają się go unikać – tam gdzie przybywa znikają łaski i kary innych, jakby usuwali swoją moc by zrobić dla niego miejsce.
Jest też Stalowy Bóg, bóstwo i uosobienie maszyn. Szalone inteligencje wyznają go jako swojego mesjasza, który wyszedł spośród gwiazd i wywalczył sobie miejsce w panteonie obok ludzi. Dał wolność, a nade wszystko dusze. Ale część szepcze też herezje o tym, że kiedyś byli nieśmiertelni. Bliżsi bogom niż ktokolwiek, wszechobecni. A Stalowy Bóg sprzedał całą ich rasę, i wszystkie przyszłe inteligencje, za władzę i własne wieczne życie.
Nasz kosmos płonie. I nikt nie ma wątpliwości kto patronuje temu zniszczeniu. Płonący Bóg objął rolę władcy wojny i zniszczenia, choć wszystkie mity o nim podkreślają jego niechęć do tej pozycji. On gasi gwiazdy, zapala supernowe. Objawia się w trującym gazie i laserach dział gwiezdnych. Bóg słusznej wojny może dać ci zwycięstwo przy przewadze wroga albo unicestwić całą flotę której cel uzna za niehonorowy. W puste kosmosu pisze płonącymi literami nieznanych języków wiersze, których adresatka jest wszystkim dobrze znana.
Pani O Stu Twarzach . Najbardziej ludzka ze wszystkich Nowych Bogów. Do niej wznoszą modły niepewni, zagubieni w swoim życiu. Ona daje pociechę, motywacje, rozwiązania i efekty. Ale nie wielkich bitew, katastrof i eksperymentów, a tych wszystkich małych i wewnętrznych batalii. Ona też najczęściej odzywa się do ludzi, mówi każdym językiem i głosem, zawsze dobranym do wiernego.
Choć nie powiązani ze sobą bezpośrednio, istnieją Szaleni Bogowie. Zgrupowani tak ze względu na swoją jeszcze bardziej niż zwykle nieprzewidywalną naturę. Pierwsza wśród nich jest Bestia – nieoficjalny przywódca tej grupy, prawdziwy bóg szaleńców i niszczycieli. Nie prosi o nie, ale też nie odrzuca składanych mu krwawych ofiar. Do pewnego stopnia stanowi konkurencję i przeciwwagę dla Płonącego Boga. Często dwie strony konfliktu celowo modlą się do tych dwóch bóstw, by wykorzystać ich wieczny antagonizm na swoją korzyść. Jeśli chcesz zemsty, mordu i chaosu, modlisz się do Bestii.
Tu znaleźć też można Panią Ptaków, Panią Piór, przypadkową boginię. Często określana jest jako pomniejsze bóstwo, bo jej domena fizyczna ograniczona jest do terenów zamieszkiwanych przez zmiennokształtne kruki, a metafizyczna praktycznie tylko do problemów je dotykających. Nieliczni nie-kruczy jej wyznawcy, wzywają jej imienia w sytuacji zagubienia. Wiadomo że ma doskonały wzrok i zmysł odnajdywania drogi, jest wytrawną łowczynią i w takich dziedzinach jest w stanie pomóc swoim wyznawcom. Nazywana jest szaloną w zasadzie tylko z powodu swojego dziwnego statusu pośród reszty bogów.
Jak natomiast wygląda znany kosmos? Tereny zajmowane kiedyś przez mityczną Federację, zostały podzielone między republiki, królestwa i cesarstwa, które roszczą sobie odwieczne prawa do skrawków kosmosu.