Ściąga:
Cuahtl’ixan Axohuilli / Cuahtl - region
Totihyotl - miasto
Tepoztli - dynastia
Tlaca - grupa etniczna
Choć Królestwo Światła przez długi czas po upadku Imperium pozostawało dominującą siłą na Stworzeniu, jego władza nie sięgała wszędzie. Nawet w bezpośredniej bliskości jego kolebki, czyli Cuahtl’ixan Axohuilli, wciąż istniały ziemie szczycące się samodzielnością i niezależnością. Granice jednej z nich wyznaczało pasmo górskie na wschód od Cuahtl. Tamtejsze tereny obejmujące góry i wyżyny ciągnące się aż do morza na wschodzie należały do Totihyotl.
Białe mury okalające to miasto zwieńczone były miedzianymi odlewami jego patronów i mosiężnymi wężami, które wraz z ruchem słońca rzucały zdające się poruszać cienie. Okolica poprzecinana była torami łączącymi z miastem pomniejsze osady i położone między wzniesieniami odlewnie oraz przetapialnie. Kolej biegnąca dalej na wschód zabierała metalowe wyroby, z których słynęło miasto, a powracała do niego z rybami i inną importowaną żywnością. Totihyotl, z lotu ptaka przypominające literę “T”, pełne było piramid i tarasów wybudowanych jeszcze w czasach pierwszych władców z dynastii Tepoztli.
Mieszkańcy gór tradycyjnie wierzyli w boski panteon, wywodzący się z tych samych mitów, jakie opowiadano w Cuahtl. Podczas gdy w zachodnim regionie doskonalono sztukę obróbki czarnego kryształu jeszcze wiele wieków przed powstaniem Królestwa Światła, w górach niedobór materiałów sprawił, że broń i narzędzia wyrabiano głównie z kamienia i rzadko dostępnego drewna.
Nie jest więc dziwne, że mieszkańcy regionu usiłowali walczyć z niedoborem. Nie poszli jednak za przykładem zamieszkujących Cuahtl ludów Tlaca, które najeżdżając sąsiadów zdobywały potrzebne dobra. Zamiast tego, poświęcili się wykorzystywaniu tego, co mieli już dostępne. Choćby tarcze ozdabiano kolibrzymi piórami, podczas gdy zachodni sąsiedzi inkrustowali je kamieniami szlachetnymi.
Pielęgnowana przez władców legenda, pochodząca z tamtych czasów, mówi o przezwyciężeniu niedostatku, co doprowadziło do powstania miasta. Opowiada ona o Tepoztlu, Pierwszym Kowalu, który ocalił swój lud przed najazdem wrogów. Gdy łupieżcy z Cuahtl szykowali kolejną napaść na mieszkańców gór, Tepoztl wyrwał z trzewi ziemi płynny metal i uformował z niego broń i pancerze dla dzielnych wojowników, którzy obwołali go królem - bogiem.
Prawdziwa historia różni się jednak od tej znanej powszechnie. Choć faktycznie Tepoztl był pierwszym kowalem, nie posiadał w sobie żadnego boskiego daru. Dopiero po wielu próbach nauczył się obróbki metali. Delikatnie łączył ze sobą miedź z innymi rudami w różnych proporcjach tak, aby stworzyć jak najlepsze dzieła. Dla Tepoztla najważniejszą rzeczą, którą mógł wykonać, były zabawki. Scalał więc ze sobą kawałki metalu, tworząc coraz to nowe ludziki, łódeczki i zwierzątka. Jego ulubionymi obiektami pozostawały wózki. Dwu- i czterokołowe odlewy dawały twórcy tym większą satysfakcję, im więcej zastosowań dla nich wymyślały dzieci. Marzenia o stworzeniu większych i dokładniejszych figurek pokrzyżował jednak nadchodzący najazd. Tepoztl, zmuszony przez resztę społeczności, wykuł potrzebną broń, zapewniając swoim pobratymcom zwycięstwo, a gdy bitewny pył już opadł, kowala ogłoszono patronem społeczności. Nawet dotychczasowe elity poparły inicjatywę mianowania Tepoztla królem, obawiając się, że w innym przypadku przewaga, którą zapewniały jego umiejętności, trafi w ręce wrogów.
Choć do końca życia Tepoztl w kuźni pracował wyłącznie tworząc nową broń i pancerze, to tym, co na łożu śmierci przekazał swojemu dziedzicowi, był jeden z zabawkowych wózków.
Podboje Imperium, które niegdyś pozwoliły scalić liczne ludy i miasta Cuahtl’ixan Axohuilli w jedno Królestwo, nigdy nie sięgnęły Totihyotl. Przez dziesiątki pokoleń miasto tworzyło i wzmacniało swą pozycję czołowego punktu przemysłu metalurgicznego. Choć Królestwo Światła kilkukrotnie próbowało swoich sił, by rozciągnąć kontrolę nad górami, ostatecznie żadna z wojen nie doprowadziła do trwałych zdobyczy. O ile pokój, nawet kruchy, był bardziej opłacalny dla władców i mieszkańców Królestwa, często do głosu dochodziło silne stronnictwo, domagające się wyniszczającej wojny z Totihyotl.
Tą grupą byli kapłani.
Pod wpływem Imperialnych podbojów do lokalnego panteonu Cuahtl napłynęło wielu zagranicznych bogów, między innymi Marabis, który wkrótce stał się jedną z ważniejszych postaci w tamtejszych wierzeniach. Początkowo, jeszcze w Imperium, był on patronem wypalania traw, a później całego rolnictwa. Z czasem jednak do jego pierwotnego aspektu dołączyła opieka nad ogniem i kowalstwem. Podczas gdy liczba bogów wyznawanych przez Tlaca zwiększała się, w Totihyotl wierzenia scementowały się wokół dynastii królewskiej. Starych bogów powiązano z osobami niektórych władców, a pozostałym nadano boskie atrybuty. Jednocześnie kolejni Tepoztli nie pozwalali sobie na zatracenie tego, co zapewniło ich dynastii status, jakim się cieszyła. Kiedy w innych państwach dziedzice rządzących rodów uczyli się filozofii, języków i myśli humanistycznej, Tepoztli skupiali się, by od najmłodszych lat przyuczyć następców tronu do umiejętności obróbki metalu. Zwłaszcza w czasach Absolutu wielu rządzących drwiło z takiej pauperyzacji majestatu władcy. Jednak już wiele wieków przedtem wyznawcy Marbisa spierali się z wiernymi Tepoztli - zarówno słowem jak i ostrzem.
Pomimo krytycznego stosunku do panujących, wytwarzane przez Totihyotl wyroby cieszyły się pożądaniem zarówno na skalę masową, jak i w roli obiektów kolekcjonerskich. W otwieranych hutach Tepoztli byli pierwszymi, którzy rozpalali ogień pod nowymi piecami, a także tymi, którzy ceremonialnie rozpoczynali pracę. Przy większych zamówieniach wykuwali pierwsze miecze, by objąć boską opieką nadchodzące prace. Zwłaszcza przedmioty pochodzące z królewskiej kuźni położonej w sercu Totihyotlckiego pałacu już za czasów Imperium stanowiły niekwestionowane ozdoby tych nielicznych kolekcji, które weszły w ich posiadanie.
Jednym z najważniejszych osiągnięć świętych władców Totihyotl były pociągi. Pomimo opłacalności nowej formy transportu, kapłani w Królestwie Światła długo blokowali wprowadzenie jej w Cuahtl. Nawet gdy rozwiązanie to rozpowszechniło się na tereny Krainy Jezior, Marienitu czy aż na Nową Barniię. Akolici Marbisa uważający Tepoztli za schizmatyków, a same pociągi za zagrożenie dla królestwa i wiery przekradali się na tereny Totihyotl, by pod patronatem swojego boga uwalniać hale produkcyjne z wpływu heretyckich bogów. Początkowo symboliczne akcje, skupiające się głównie na konstruowaniu w pobliżu hut i wytwórni świętych rzeźb z kwiatów ku czci Marbisa, z czasem przerodziły się w sabotaż, a nawet podpalenia całych zakładów.
Pociągi ostatecznie trafiły do Cuahtl dosyć okrężną drogą. Trudno powiedzieć, czy było to celowe działanie dowódców i yaotleków, czy po prostu zbieg okoliczności, ale gdy w ramach swoich zamorskich podbojów Królestwo zajęło ziemie z istniejącą infrastrukturą kolejową, nie zwlekano dłużej. Wojsko, nie zważając na sprzeciwy kapłanów, przystąpiło do inżynierii wstecznej pojazdów i podjęło pierwsze działania mające na celu połączenie torami najważniejszych miast w kraju. Z zapałem zaczęto planować pełnoskalowe prac, które miały się rozpocząć najbliższej jesieni. Niemal na czas.
Kataklizm, który przetoczył się przez całe Stworzenie, obalił stare dynastie, przetrzebił ludność i sprowadził niewidziane wcześniej zagrożenia. Jednak, co najważniejsze, uciszył głos bogów. Odseparowane od siebie osady walczyły o przetrwanie, powoli tracąc dziedzictwo gromadzone przez pokolenia.
Dla ocalałych Tlaca nadzieję przyniosły zapieczętowane i znalezione po latach lokomotywy i nieliczne tory pozostałe na terenach Królestwa. Uruchomienie parowozów pozwoliło na ponowne nawiązanie kontaktów także między daleko położonymi a wciąż istniejącymi osadami. Tory, nawet te położone przed Kataklizmem, okazały się odpędzać gromadzące się w Lesie potwory, więc kolej była jedyną możliwością przebycia Lasu. Gdy Tlaca natknęli się na wciąż panującą nad Totihyotl dynastię bogów-kowali, okazało się, że dawne animozje nie odeszły w zapomnienie. Wyznawcy Marbisa widząc na tronie osobę mianującą się patronem kowalstwa, zyskali kolejny dowód nieomylności swojej wiary: skoro prawdziwi bogowie umilkli, nic dziwnego, że ci fałszywi pozostali na Stworzeniu. Dla mieszkańców Totihyotl sprawa przedstawiała się odmiennie, gdyż skoro wszyscy inni bogowie zaginęli, oznacza to, że to Tepoztli są bogami prawdziwszymi od innych.
Niezależnie od teologicznych dysput o naturę bogów, pociągi wciąż kursują. Gdyby nie one, kto wie, czy za kilka pokoleń Las nie pokryłby ostatnich śladów po Królestwie Światła. Na wschodzie zaś, jedynym, co zakłóca spokój Tepoztlowi spoczywającemu w grobowcu wypełnionym odlanymi z miedzi i brązu zabawkowymi wózkami, są toczące się tuż nad nim pociągi i pył, który opada z kamieni, gdy przejadą dalej.
