Stary tekst o Saum, jeden ze szkiców na conarenę.
SAUM
Saum znaczy deszcz.
Tak też mówią na siebie rdzenni mieszkańcy planety – ludzie deszczu. Patrzą krzywo na garnizony Edeńczyków, nie ulegają urokom Awlaranu i Salinsat.
Saum jest niewielu, dwieście lat po włączeniu planety do Federacji stanowią na niej mniejszość. Nie mają wielkich bibliotek, jedynie długie gobeliny obrazujące swoją historię. Ale materiał niszczeje, a ludzie nie są skorzy do rozmów z historykami z dalekich planet.
Zgoda panuje co do tego, że na Saum byli Stwórcy. Jeden z nich stał się nawet ojcem zamieszkującej planetę rasy. Stworzył ludzi wytrzymałych i odpornych, ale przez to zamkniętych w sobie i nieufnych.
Bogowie usiali też glob dziwnymi konstrukcjami: setki pokracznych, kanciastych brył wzbijają się spomiędzy wzgórz i kolą w niebo. Dokładne przeznaczenie tych wież nie jest znane, każdy klan ma na ten temat własną opowieść. Twierdzą że były fabrykami, bateriami przeciwlotniczymi, domami poszczególnych Stwórców, więzieniami albo gwoździami spinającymi rzeczywistość.
Jakkolwiek było po odejściu Stwórców opustoszały, a ich puste komnaty zajęli ludzie. Wypełnili wielkie ziemne przestrzenie ciepłem ogni i materiałów którymi uwielbiają ozdabiać ściany. I tak stopniowo mieszkańcy każdej z twierdz stali się członkami poszczególnych klanów.
+++
Gdy nadeszła Federacja nikt na Saum nie świętował. Wprawdzie od setek lat znajdowali się w stanie ciągłej wojny z cieniami, które ostały się na powierzchni, ale dumni i uparci uważali że poradzą sobie z nimi sami.
Mieli dość rozumu by nie walczyć z Federacją, zgodzili się na włączenie do niej, na garnizon, na flotę, w końcu na stopniową kolonizację. Na deszczu, na zielonych wzgórzach między twierdzami wyrastały nowe obce miasta. Szare w stylu Edeńskich bunkrów i piękna białe Awlarańskie osiedla na próżno szukające czystego nieba. Dla ludzi deszczu życie poza twierdzami wydawało się szalonym pomysłem, po raz kolejny stały się one więc ich schronieniem, tym razem przed wpływem obcych kultur.
+++
Z perspektywy Federacji Saum okazało się wspaniałym miejscem na zlokalizowani bazy jednej z flot. Jednak w odróżnieniu od Skelile albo Exsedry, tu nigdy nie powstała silna więź między mieszkańcami układu planetarnego a stoczniami i portami. Nieliczni miejscowi zgłaszali się do pracy, a już prawie nikt nie chciał być kwaterowany na orbicie.
Ludzie deszczu byli uważani za nieszkodliwych, niezależnych ale jednak dziwaków.
Aż do odkrycia pierwszej doliny śmierci.
+++
Nie było łatwe zinfiltrowanie poszczególnych twierdz klanowych, ale gdy w końcu się to udało, agenci EdRA przynieśli wieść o jeszcze lepiej strzeżonej tajemnicy. Na planecie znajdowało się kilka miejsc, do których dostępu broniły wszystkie klany. W obliczu pytań ze strony Federacji, zasłaniali się tradycją, kwestiami religijnymi i tabu. Ale znając przybliżoną lokalizację choć jednego z tych miejsc, flota przeprowadziła zwiad lotniczy.
Nagrania ukazały niczym nie wyróżniającą się twierdzę, tak samo pokraczną i narastającą konstrukcję jak wszystkie inne. Ważniejsze było to co ją otaczało: cała dolina od grani po podnóże budowli zdawała się pomalowana na biało. Gdy pojazd zwiadu zniżył lot, oczom kamer ukazały się kości. Warstwa tak gęsta i gruba, że nie było widać pokrywającej całą planetę trawy.
Placówka Federacji ogłosiła stan wyjątkowy, wysłano podobne zwiady w każde prawdopodobne miejsce innych takich dolin, a do tej pierwszej natychmiast wysłano wojsko.
Działania te spotkały się z wrogością ze strony ludzi deszczu – Saum znalazło się w stanie wojny partyzanckiej. Mieszkańcy jakby tylko czekali na pretekst, i twierdze odpowiedziały siłą na złamanie tabu.
+++
Saum nie miało szans w starciu z nawet ułamkiem sił Federacji. Twierdze były otaczane kordonem artylerii i poddawały się lub w nielicznych wypadkach były niszczone. Wielu ludzi deszczu uciekało między wzgórza, by tam dalej walczyć przeciw atakowi kolonizatorów.
Do zawieszenia broni doprowadziło dopiero kilku członków starszyzny, zbyt zniedołężniałych by uciekać, którzy zostali pojmani i przetransportowani do pierwszej odkrytej doliny. Tam Awlarańscy i Edeńscy archeolodzy i paleontolodzy prowadzili już badania na zebranych kościach. Jak się okazało, dość szybko stwierdzili brak szczątków ludzkich oraz oczywistego wpływu cieni na zebrane zwłoki.
Mimo to atak trwał, ale starszyzna rodów dostała okazję ich przerwania, o ile tylko wyjaśnią genezę tego miejsca.
+++
Przyniesiono jeden z ocalałych gobelinów, i starcy zaczęli opowieść:
Kiedyś ludzi deszczu było wiele więcej, miliony ich poległych w walce u boku swego Stwórcy. Byli to przede wszystkim obdarzeni, stąd wśród obecnie żyjących dary są tak nieliczne. Ich Stwórca podczas ataku cieni stworzył z ludzi oddziały, każdy zdolny w grupie zabić cienia.
Starcy opowiadali pokazując na ilustracje wyszyte na wypłowiałym materiale, jak ich przodkowie nauczyli się ściągać z nieba cienie. Nie mieli wyrafinowanej broni, ich siłą była ich liczba, na ilustracji stu ludzi otaczało jeden gigantyczny szkielet o wyszczerzonej czaszce.
Nie bacząc na swoje życie, choćby z gołymi pięściami rzucali się na nieumarłych, a gdy stu ludzi powaliło go na ziemię, rozczłonkowywali szkielet na kawałki.
Gdy walka była skończona, szkielet zanoszony był do jednej z wyznaczonych dolin.
Gdy Stwórca odszedł, zdradzeni Saum pogrzebali ciała wrogów, chcąc zapomnieć o cenie jaką zapłacili za wolność.
Ale z biegiem lat zauważyli przerażającą prawidłowość: do dolin gdzie pochowano cienie zaczęły schodzić się zwierzęta, by paść zaraz po przekroczeniu grani. Z początku sądzono że ciała cieni emitują jakąś energię która je zabija, okazało się jednak że zwierzęta były już bliskie śmierci przed wejściem do doliny.
Gdy ta kwestia została przynajmniej częściowo wyjaśniona, pojawił się inny problem. Co jakiś czas do którejś z dolin trafiał człowiek. Bliscy śmierci uciekali nocami z twierdz, niedopilnowani przez lekarzy i rodziny, czasem żyjący samemu na odludziu.
Z jakiegoś powodu wydało się jasne, że ciała ludzi nie powinny spocząć nie tyle pośród zwierząt, co w tej samej dolinie co martwe cienie.
Ustanowiono więc nowe klany, dobrowolnie wydzielone spośród tych żyjących najbliżej dolin. Ich celem stało się patrolowanie grani wokół cmentarzysk i wyłapywanie ludzi którzy starają się do nich zejść.
+++
Po tej opowieści, pretekstowy powód do ataku został wyjaśniony, i ogłoszono zawieszenie broni. Nieufność jednak pozostała. Saum nie zapomnieli zdrady jakiej doświadczyli ze strony Federacji, z kolei nowi przybysze nie wyzbyli się do końca niepokoju związanego z istnieniem dolin śmierci.