Ukształtowanie ziemskich kontynentów w ujęciu światotwórczym

Ukształtowanie ziemskich kontynentów w ujęciu światotwórczym

Z jednej strony należy według mnie pamiętać cały czas, że mapa jest czymś więcej niż zaledwie ilustracją, ozdobnym obrazkiem. Mapy to narzędzia, muszą mieć swój sens w tej roli. Mapa stanowi pewną reprezentację bryły. Ta zaś podlega własnym prawidłom, a nie zasadom graficznej estetyki. Ale z drugiej strony… przecież jesteśmy twórcami i chcemy, żeby nasze obrazy wyglądały fajnie. Na szczęście walory estetyczne całkiem nieźle zgrywają się z kunsztownym odwzorowaniem realizmu i nawiązywaniem do znajomych, zawierających logiczny sens kształtów. A i geografia Ziemi jest w moich oczach przepięknym obrazem, podążającym w pewnym stopniu za jedną z kluczowych koncepcji sztuk plastycznych.

Ziemia ma bowiem linie kompozycyjne. Dwiema krzywymi wyznaczającymi rzeźbę naszej planety są łańcuch okołopacyficzny i łańcuch alpejsko-himalajski. Pierwsza z linii obiega Ocean Spokojny, obiegając ogromną część świata. Druga zaś oddziela płytę eurazjatycką od jej południowych sąsiadek. Zbliżają się do siebie w okolicy Papui.

Linia kompozycyjna odpowiada łańcuchowi konwergentnych granic tektonicznych, na których zachodzi subdukcja i związane z nią piętrzenie. Wzdłuż linii układają się najważniejsze fałdy wielkich łańcuchów górskich, archipelagów i przesmyków. Linia taka jest również swoistym masztem, do którego niczym flaga przymocowany jest ląd. Wraz z oddalaniem się od tego rdzenia, ląd zwęża się, ustępując morzom i zatokom. Woda może zalać dość terenu, by wbić się cieśninami w głąb, stworzyć półwyspy, oddzielić archipelagi wysp wystających z szelfu ponad powierzchnię wody. Na ogonie kontynentu należy jednak spodziewać się znów fałdów, choć znacznie mniejszych od tych głównych. Te tylne są śladem po dawnych ruchach płyty, zgoła różnych od aktualnych, i związanych z nimi zderzeń. W mniejszej skali, lecz wrócą tu góry, półwyspy i wyspy.

Przejdźmy do pobieżnej analizy poszczególnych lądów pod kątem ich kompozycji. Być może znajdziemy w nich inspirację.

Ameryka Południowa

Ameryka Południowa to najprościej, najlogiczniej ukształtowany kontynent. Andy są rdzeniem zbrojącym ciasno zachodnie wybrzeże. Na wschodzie w oparciu o ten rdzeń zbudowany jest dość wąski, trójkątny ląd. Andy ustępują nizinom dość szybko na wschodzie, te zaś stopniowo przeradzają się dalej w wyżyny i stare góry zdobiące przeciwległe wybrzeże.

Ameryka Północna

Ameryka Północna również jest zgrabna, ale ma już swoje fanaberie. Najwyższe szczyty Gór Skalistych są stosunkowo mocno schowane wgłąb kontynentu. Mają za to solidną awangardę w postaci kolejnych fałdów, fiordowych archipelagów i Półwyspu Kalifornijskiego. Utworzony przez skrajny klimat Archipelag Arktyczny i złożona tektoniczna charakterystyka Grenlandii nie ułatwiają sprawy. Również pasmo Wielkich Jezior usytuowane wśród wyżyn, a także nietypowo nizinna rzeźba podłużnego półwyspu Florydy to nietypowe, interesujące wstawki.

Eurazja

Eurazja zawiera chyba najwięcej zabawy. Ma największą powierzchnię, największy rozstrzał istotnych parametrów i największą (według mnie) złożoność. Z południa pod płytę eurazjatycką wbijają się płyty Afryki, Arabii i Indii, gwałtownie wypiętrzając liczne, ułożone warstwami fałdy łańcucha alpejsko-himalajskiego. Przez szczeliny w łańcuchy na kontynent wlewają się morza i zatoki, a przed czołem gór zastaniemy wielkie niziny subdukujących płyt i Zatokę Perską. Potężne fałdy Dachu Świata są wbite w głąb płyty, zepchnięte tam i ściśnięte przez gwałtowny ruch Półwyspu Indyjskiego z południa, co tworzy ostre zakręty pasm górskich.

Ten ogromny łańcuch jednak nie jest jedynym rdzeniem Eurazji. Drugi bowiem stanowi spory odcinek łańcucha okołopacyficznego. Kontynent, co nie jest oczywiste, podlega tektonicznemu podziałowi. Wzgórza wschodniej Azji oraz rów Bajkału stanowią linię, wzdłuż której część lądu odrywa się w kierunku oceanu. Tam mamy do czynienia z szeregiem łuków, podłużnych archipelagów od Filipin po Aleuty. Oddzielone są morzami od niewiele mniej górzystych wybrzeży głównego lądu.

Po przeciwnej stronie tego molocha zastaniemy liczne pasma niskich gór i cieśniny, zatoki, i wystające z mórz szelfowych archipelagi północnej Europy. Ural i Nowa Ziemia tną to wszystko wpół, stanowiąc artefakty dawnego zderzenia i połączenia Azji z Europą. Dorzućmy jeszcze głębokie doliny wielkich jezior: Morza Kaspijskiego i ubitego przez ludzkość Morza Aralskiego. Wreszcie Wyżyna Środkowosyberyjska, niezwiązana wprost z resztą charakterystyki kontynentu, a wynikła z plamy ciepła, która pojawia się w tym miejscu, przez co ląd puchnie.

I czy nie było tam przypadkiem Islandii? Wyspa, zwyczajowo wliczana do Europy, w rzeczywistości znajduje się na grzbiecie dzielącym płyty eurazjatycką i północnoamerykańską. Już sam spreading dna oceanicznego dostarcza materiału na tworzenie niewielkich wysepek, ale w przypadku Islandii łączy siły z kolejnym pióropuszem płaszcza, wypiętrzając znaczący ląd znany z wulkanizmu.

Antarktyda

Wracając do krótszych bloków tekstu, przechodzimy do Antarktydy. Ta jest specyficzna, choćby dlatego, że musimy najpierw odkryć ją spod kolosalnej czapy lodowej, żeby ujrzeć strukturę skał stanowiących jej podstawę. Ponadto siedzi bezpiecznie na środku swojej płyty, z dala od granic, co daje dosyć statyczny placek. Na dwie części dzieli ją łańcuch starych, niewysokich gór z zamierzchłej orogenezy, przechodzący w długi, charakterystyczny półwysep.

Afryka

Afryka jest specyficzna. Wypełniają ją głównie równiny, płaskowyże i wyżyny, a obiegają wątłe linie niskich gór. Brakuje jej więc dynamiki w ukształtowaniu. To dlatego, że jej rzeźba zdeterminowana jest nie przez własne wypiętrzanie w strefie subdukcji, ale przez ekspansję. Dywergentna granica tektoniczna przebiega przez Morze Czerwone i Wielkie Rowy Afrykańskie, oddzielając od kontynentu Arabię, Róg Afryki, wschodnie wybrzeże i Madagaskar. Wokół Rowów znajdują się góry, pozostałości zapewne po pierwotnym zderzeniu dwóch części. Zasadniczy ruch kontynentu wiedzie na północ, tam jednak na płycie wypiętrza się jedynie Atlas i garść wysp. Reszta tej linii bowiem ulega subdukcji, zanurza się pod Morzem Śródziemnym i ustępuje w ten sposób Europie, wypiętrzając jej potężne łańcuchy. Ciekawym elementem geografii Afryki są też wszystkie wąskie cieśniny oddzielające ją od poszczególnych krain Eurazji w odległych miejscach. Choć w przypadku sztucznego Kanału Sueskiego, pierwotnie był tam specyficzny przesmyk łączący kontynenty. Zresztą miliony lat temu także Gibraltar był zamknięty, przez co Morze Śródziemne nie było wcale morzem, lecz słoną, zasuszoną krainą. Dopóki nie przyszedł potop zanklijski.

Australia i Oceania

Wreszcie Australia i Oceania. Zacznijmy od Archipelagu Malajskiego, zwykle uznawanego za część Azji. Składa się on z licznych niewielkich płyt miażdżonych między dwoma globalnymi łańcuchami. Struktura całości, jak i niektórych z poszczególnych lądów, jest szalona, przerażająca i nieopisana niczym lovecraftiańskie potworności.

Jeśli chodzi o Australię, jej przypadek wygląda na pierwszy rzut oka podobnie do afrykańskiego, bez jednoznacznej dynamiki, z niskimi górami na krawędziach. Jednak przyjrzenie się modelom Pangei zdradza, że Australia ma swoje wyraźne, wypiętrzające się czoło. Z tym że jest ono oddzielone od kontynentu i jego płyty. To Papua i reszta Melanezji, a także Nowa Zelandia i inne wyspy na tej łamanej linii.

Naprzód, za tą linią czekają nas wulkaniczne wyspy Polinezji i Mikronezji, którymi upstrzony jest Pacyfik. Związane są z plamami ciepła, pozwalającymi na powstawanie podwodnych gór o szczytach czasem wystających ponad powierzchnię oceanu, pozwalając na tworzenie atoli. Najbardziej charakterystycznym archipelagiem są tu Hawaje, osadzone właściwie na samym środku Pacyfiku, gdzie z dala od tektonicznych granic powinno być spokojnie. Solidny pióropusz płaszcza zostawia jednak linię widocznych na globalnych mapach wysp na przesuwającej się ponad nim płycie.

Na koniec

Traktowanie łańcuchów konwergentnych granic jako linii kompozycyjnych budujących dynamikę obrazu nie jest jedyną z artystycznych konwencji, jakie wprowadzam do swojego spojrzenia na geografię. Uważam też bowiem, że solidny, rzetelnie wykonany szkic o odpowiedniej strukturze i proporcjach, ale bez nawet śladu pieczołowitego wykończenia detalami i ozdobami, broni się lepiej od tworu o przeciwnych cechach. Szanuję pracę od ogółu do szczegółu i spokojne oglądanie swojego dzieła z różnych perspektyw.

Zostawię wam jeszcze krótki tutorial krok po kroku pomagający zapamiętać, jak stworzyć najprostszy logiczny kontynent mogący pomieścić wiele ciekawych krain o przeróżnych atrybutach. Weźmy sobie jakiś obszar ograniczony z jednej strony naszą główną linią (tu zaznaczyłem coś w rodzaju płyty tektonicznej) i dorysujmy do odcinka tejże dwa zbiegające się boki tworzące trójkąt.

Następnie wzdłuż wybranego na początku czoła zaznaczmy fałd młodych gór.

Pozostały obszar wypełnijmy podstawową zawartością typową dla każdego lądu.

A następnie dorzućmy urozmaicenia wedle uznania, tworząc godne, pełnoprawne dzieło.

No dobrze, dam wam jeszcze jedną ściągę, która już na poważnie ilustruje wszystkie podstawowe zasady, które sobie ustaliłem i z których korzystam. Mam nadzieję, że i was to w jakiś sposób zainspiruje. Do zobaczenia w następnym odcinku!

5 polubień

Fajna analiza ukształtowania, widać, że research zrobiony bo używasz geologicznej nomenklatury, ale jako geolog chciałabym dorzucić swoje trzy grosze. Co mi nie pasuje to powielanie schematu Ziemi z chwili obecnej gdzie jesteśmy w czasie orogenezy alpejskiej i po prostu mamy młode góry. Widzę tu nacisk na konwergentne granice płyt, które tworzą szelfy aktywne, ale co z pasywnymi, albo dlaczego w niektórych miejscach są góry, a w innych wulkany? Żeby zrozumieć teorię tektoniki płyt, kształtowanie się kontynentów i wymyślanie fajnych przeszłości dla naszych światów bardziej lub mniej skomplikowanych niż nasz proponuję cononkom zapoznać się z cyklem Wilsona, bo góry są niejako efektem ubocznym cyklów otwierania się i zamykania oceanów. Stary ocean jak Pacyfik obrzeżony jest krawędziami aktywnymi, bo stara skorupa oceaniczna jest ciężka i łatwiej jej zapadać pod kontynenty, nie wszędzie zapada jednakowo i nie wszędzie tworzy góry (takie wysokie z kompresji/fałdowania). Czasami stworzy wulkaniczny łuk wysp, czasami powstanie basen załukowy i wynikające z niego płytsze morze, bo podgrzana subdukcją skorupa będzie się rozciągać jak rosnące ciasto drożdżowe. Młody ocean jak Atlantyk ma krawędzie pasywne, szerokie szelfy które się tam znajdują to pozostałości skorupy kontynentalnej zuskokowane i obniżone przez początek tworzenia się ryftu. Ale w ogóle skąd są te ryfty? Ptakub wspomniał o hot spotach, pojedyńczych pióropuszach gorąca z wnętrza Ziemi, żeby powstał ryft musimy mieć coś dużo większych rozmiarów, wielką masę magmy, która podsuwa się wyżej i wyżej jak taki bąbel w lava lampce. W miarę wciskania się w skorupę ona się nagrzewa, cienieje i pojawiają się uskoki, aż w końcu dochodzi to rozerwania i wylewania się magmy o konkretnej kompozycji chemicznej (bazalt), która zastygając, pękając, wylewając itd. zaczyna odsuwać od siebie płyty. Taki ryft może powstać gdziekolwiek, ba w Polsce mamy np. pozostałości po Ryfcie Ochrzy, który wygasł zanim się rozwinął (to też się często zdarza). Więc mój wniosek jest taki, że można się bawić tymi procesami, nie muszą one być tak schematyczne jak nasze, chociaż to pomaga w wyobrażaniu. Odsyłam do cykli Wilsona, bo są mega ciekawe i polecam też zapoznać się z rodzajami subdukcji, bo mamy skorupę oceaniczną i kontynentalną, subdukcja oc-oc ma inne efekty niż oc-kon, co może kogoś natchnie. Proponuję też sposób myślenia w kategorii - chcę xyz, jak by to mogło powstać? Bo dzięki temu może stworzy się coś ciekawego wokół, o czym nie pomyśleliśmy.

5 polubień

System mi cię zgłosił, że napisałaś to podejrzanie szybko po rejestracji i teraz też się zastanawiam jakim pędem tłukłaś w klawiaturę :skwasz: Później faktycznie się odniosę.

3 polubienia

W sumie nie mam za bardzo jak się odnieść, bo po prostu masz rację, dodałaś wiele wątków, które pominąłem czasem celowo, czasem nie. Doceniam to i postaram się dodać więcej kontekstu i szczegółów, kiedy będę tworzyć nową wersję mapiarskiego poradnika.

Jedynie muszę na swoją obronę powiedzieć, że o wypływaniu materiału w strefach spreadingu przebąknąłem przy okazji Islandii.

Jak już zaczęłaś: mogę prosić o jakieś ciekawostki na temat subdukcji Oc-Oc? Nigdy nie miałem bliższej styczności z tym akurat aspektem.

1 polubienie

Subdukcja oc-oc (typu mariańskiego) zachodzi kiedy płyta pod którą wchodzi ta druga nie napiera, tylko jest niejako goniona przez płytę subdukującą i oczywiście obie składają się ze skorupy oceanicznej w tym rejonie gdzie zachodzi subdukcja. Jest charakterystyczna pod tym względem, że płyta zapada bardzo stromo, robi się głęboki rów i towarzyszy jej silny wulkanizm tworzący łuk wysp/wulkanów w niedużej odległości od rowu. Skorupa oceaniczna łatwo się topi i podsuwa plamę ciepła, która nadtapia i ścienia drugą płytę, powstają prądy konwekcyjne w tym basenie magmy, które powodują wtórny “spreading” przez rozciąganie takiej półplastycznej cienkiej skorupy. Tworzy się wtedy basen załukowy, który jest wypłycony względem otaczającego te formy basenu oceanicznego. Przez to, że procesy te często mają zmienne prędkości może być tak, że wytworzy się nawet kilka takich sekwencji i wtedy mamy np. stary łuk wysp, stary basen, stary łuk wysp, młody basen, młody łuk wysp itp. Baseny załukowe są ciekawe pod względem morfologii bo masz dolinkę pomiędzy “górami”, która jest poszarpana, pełna górek i dołków, zuskokowana i to wszystko z twardej bazaltowej skały, więc gdyby poziom wód spadł, albo teren został wyniesiony, ograniczony i odcięty od wody innym np. zderzeniem kontynentów toooo pozostawiam to wyobraźni. Można kombinować :grin:
Dorzucam trochę obrazków dla lepszej wizualizacji

2 polubienia

2 polubienia